wtorek, 29 września 2015

Tortilla (albo ormiański lawasz)

 
Jaka byłam z siebie dumna! A wszystko za sprawą tortilli. Wreszcie się udało zrobić taką, jak chciałam - miękką, elastyczną i zdrową. 
Pierwsza moja przygoda z tortillą kilka dobrych lat temu zakończyła się chrupiącymi plackami, które ani jak nie dało się zwinąć. Od tamtej pory nie próbowałam. Raz podczas niemiłosiernego apetytu na tortillę kupiłam gotowe placki, zjedliśmy nawet po jednym, ale informacja o składnikach, z jakich zostały upieczone, skutecznie mnie zniechęciła do podobnych zakupów. Aż wreszcie porwałam się kolejny raz na domową tortillę. Moja tortilla to zaledwie 4 składniki. Przygotowanie jej trochę trwa, a podczas oczekiwania na ciasto pomyślałam sobie, że domowe fast-foody wcale nie są takie fast. Ale za to zdrowsze i pyszne:)
W różnych krajach występują podobne placki, na Kaukazie jest to lawasz (лаваш). Ormiański lawasz jest cienki, natomiast gruziński lawasz to chlebek na drożdżach, pulchny i również niezwykle smaczny. Lawasze wypiekane są w specjalnych piecach, a zasada ich przygotowania jest niezwykle prosta - cienko rozwałkowane ciasto smaży się lub piecze na suchej patelni dosłownie chwilę. A później pozostaje już tylko zabawa w nadziewanie i zwijanie - ulubione składniki, sos, warzywa, kilka minut na grillowej patelni i już mam w ręku najlepszy wrap;) 

Składniki (na 8 sztuk):
2 szklanki mąki (dałam 1 i 2/3 szklanki luksusowej i 1/3 szklanki graham Młynomag)
0,5 łyżeczki soli
3 łyżeczki oleju
160ml gorącej wody

Mąkę przesiać. W wodzie rozpuścić sól, wlać olej. Wodę wlewać do mąki, mieszać, wyrobić gładkie ciasto, owinąć folią i odstawić na godzinę.
Ciasto ponownie zagnieść, podzielić na 8 kawałków. Każdy rozwałkować cienko na okrągły placek o średnicy ok 25-26cm, przykryć spryskaną wodą ściereczką.
Patelnię rozgrzać, położyć tortillę, smażyć po kilkanaście sekund z każdej strony (gdy na powierzchni pojawią się pęcherzyki, a ciasto zmieni kolor, odwrócić). Patelnia musi być dobrze rozgrzana, inaczej ciasto będzie się wysuszać zbyt mocno.
Usmażone placki układać na talerzu, każdy można dodatkowo lekko spryskać wodą, przykryć wilgotną ściereczką.
Przechowywać tortille należy w chłodnym miejscu, szczelnie owinięte folią (do 5 dni).
Ja zwijam wszystkie w rulon, owijam folią i przechowuję w lodówce.





poniedziałek, 28 września 2015

Sernik na jogurcie z pieczonymi śliwkami


Idzie jesień, śliwki niesie. Już po raz dziesiąty lubelscy blogerzy organizują akcję Lubelski kociołek. Tym razem do kociołka wrzucamy śliwki:)
Razem ze mną śliwkowe pyszności przygotowują Marta, Gosia, Joanna, Karolina, Edyta,  Dorota, Ela.
Zerknijcie do nich, będzie pysznie;)
A u mnie pieczone z cynamonem i whisky śliwki w towarzystwie pieczonego jogurtu, które smakują po prostu obłędnie! Słyszeliście pewnie o serniku bez sera, na jogurcie greckim, który ma wszystkie zalety sernika - jest kremowy, delikatny i zaskakująco sernikowy w smaku. Właśnie upiekłam go, ale tym razem w słoiczkach, dzięki czemu można łatwo zabrać porcyjkę ze sobą do pracy czy do szkoły. I te śliwki... Rozkoszny deser!

Składniki:
sernik:
500ml jogurtu greckiego
80g cukru
ziarenka z laski wanilii
1 łyżka mąki ziemniaczanej (z minimalną górką)
2 jajka

pieczone śliwki:
500g śliwek (najlepiej węgierek)
50ml whisky
1 łyżeczka cynamonu

Jogurt zmiksować z jajkami, cukrem, wanilią i mąką ziemniaczaną. Wlać do szerokich słoiczków (200ml) na wysokość lekko ponad 2/3. Słoiki ustawić w naczyniu, zalać do połowy gorącą wodą, wstawić do nagrzanego piekarnika, piec 15-18 minut, po upieczeniu pozostawić przy uchylonych drzwiczkach na 20 minut, następnie wyjąc, wystudzić.
Śliwki przekroić na pół, wypestkować, ułożyć na blasze skórką do dołu. Oprószyć cynamonem, polać whisky, wstawić do nagrzanego piekarnika, piec 15 minut.
Gorące śliwki wyłożyć na jogurt.
Smacznego!

sobota, 26 września 2015

Jabłkowe pagórki

 W miniony weekend podczas akcji "Ciasto na niedziele" blogerzy piekli ciasto o wdzięcznej nazwie "Pagórki jabłkowe". Nie wyrobiłam się z upieczeniem go podczas weekendu, ale sam pomysł na taki jabłecznik bardzo mnie zainspirował. Wymyśliłam więc przepis na ciasto serowe, a jabłka nadziałam rodzynkami. Pysznie wyszło! A jak uroczo się prezentuje! Zresztą, zobaczcie sami:)

Składniki:
1,5 szklanki mąki (dałam tortową Młynomag)
100g miękkiego masła
100g twarogu
1 duże jajko
2 łyżeczki proszku do pieczenia
0,5 szklanki drobnego cukru
nadzienie:
4 duże jabłka (antonówka, szara reneta)
garść rodzynków
cynamon
cukier puder do posypania

Z podanych składników zagnieść ciasto, podzielić na 2 części.
Jabłka obrać, przekroić na pół, wydrążyć gniazda nasienne.
Jedną część ciasto rozwałkować na prostokąt ok 20x30cm (piekłam w blaszce 22x33cm). Do każdej połówki jabłka włożyć rodzynki, polówki ułożyć na cieście, oprószyć cynamonem.
Druga część ciasta rozwałkować na prostokąt o wymiarach większych ok 5cm. Przykryć nim jabłka, brzegi ciasta zlepić i obkroić równo (z tego obkrojonego ciasta zrobiłam listki i ułożyłam na wierzchu). Ciasto wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 35-40min. w temp 170stC. Upieczone ciasto posypać cukrem pudrem.
Smacznego!



Jabłko z cynamonem 2015

piątek, 25 września 2015

Warsztaty kuchni gruzińskiej na Europejskim Festiwalu Smaku

Europejski Festiwal Smaku tylko rozbudził apetyt na Gruzję. Obiecałam Wam relację z warsztatów, podczas których w gronie dziennikarzy i blogerów robiliśmy chaczapuri i mczadi. Chaczapuri to placki z serowym nadzieniem. Znane mi były dwa rodzaje chaczpuri - adżarskie oraz imeretyńskie. Pierwsze wypiekane są w piecu, kształtem przypominają łódeczki, wypełnione serem i jajkiem. Imeruli to chaczapuri smażone na patelni lub również pieczone, w nich serowe nadzienie ukryte jest w środku ciasta. Pochodząca z Abchazji Nana Kobaia, która prowadziła warsztaty, odkryła nam tajniki 3 rodzajów ciasta na chaczapuri - drożdżowe, piwne, jogurtowe.
Póki ciasto na czaczapuri odpoczywało, przygotowaliśmy mczadi. Są to kukurydziane placuszki, spożywane w zastępstwie tradycyjnego pieczywa.
Podczas warsztatów poznałam też Magdę - Polkę, która znalazła swój dom w Tbilisi. Magda jest fotografem, podróżuje po Gruzji, a relacje z jej podróży możecie zobaczyć na stronie Migawki z podróży . Na blogu nie tylko można podziwiać piękne zdjęcia, a też poczytać relacje z wypraw, poznać obyczaje i tradycje mieszkańców różnych regionów Gruzji. Patrząc na te zdjęcia nie sposób się nie zakochać w pięknych krajobrazach!

A oto efekty naszych starań - chaczapuri adżaruli:)

 I jeszcze kilka zdjęć z warsztatów.
fot. Magdalena Konik Photography / Migawki z podróży





A już niebawem pokażę Wam jak zrobić pyszne chaczapuri imeruli w domu;)


czwartek, 24 września 2015

Chleb 5 ziaren

Dawno nie było tu chlebów. Nic się nie zmieniło - nadal piekę, ale najczęściej tradycyjny, nasz ulubiony żytni na zakwasie. Dzisiejszy przepis to efekt moich eksperymentów na bazie chleba pszennego z cebulką oraz wieloziarnistego na zakwasie. Ma w sobie wszystko, co lubię - chrupiącą skórkę, mięciutki miękisz z drobnymi dziurkami i aż 5 rodzajów ziaren: słonecznik, dynia, sezam, mak, siemię lniane. Nadaje się również do opiekania w tosterze. Baaaardzo dobry chleb.

Składniki:
na zaczyn:
100g mąki pszennej chlebowej
100ml wody
3 łyżki zakwasu

na ciasto chlebowe:
zaczyn
320g mąki pszennej (typ 750, użyłam Młynomag))
60g mąki pszennej pełnoziarnistej (typ 1850, użyłam Młynomag))
60g mąki żytniej (typ 720, użyłam Młynomag)
60g ziaren słonecznika
50g ziaren siemienia lnianego
50g pestek dyni
2 łyżki maku
3 łyżki sezamu
150ml wody
1 łyzeczka soli
1 łyżeczka cukru
W dzień poprzedzający pieczenie:
- składniki zaczynu wymieszać, przykryć, odstawić w temperaturze pokojowej na 12 godzin.

Następnego dnia: ziarna podprażyć na suchej patelni. Wszystkie składniki ciasta chlebowego wymieszać, wyrabiać ręcznie ok 10 minut. Jeśli ciasto będzie zbyt mocno kleić się do rąk - podsypać odrobiną mąki, jeśli zbyt twarde - podlać wody. Miskę przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce na 2 godziny do wyrastania. W trakcie wyrastania ciasto 1 raz odgazować poprzez składanie.
Po upływie wyżej wymienionego czasu uformować bochenek i umieścić delikatnie (zawinięciem do góry) w koszyku do wyrastania przykryte omączoną ściereczką.
Czas wyrastania to około 2 do 2,5 godzin w temperaturze ok. 25ºC. Przed wstawieniem do piekarnika sprawdzić paluszkiem, czy chleb jest dobrze wyrośnięty.
Nagrzać piekarnik z kamieniem do chleba lub blachą w środku do 230stC z termoobiegiem (250stC góra+dół). Chleb przełożyć na łopatę, odwracając koszyk, z wierzchu naciąć ostrym nożem. Piekarnik spryskać wodą, żeby powstała para. Chleb położyć na kamieniu/blasze, piec 15 minut w 230stC, następnie zmniejszyć temperaturę do 200stC (220stC góra+dół) i piec jeszcze 25 minut. W trakcie pieczenia kilkakrotnie spryskać piekarnik wodą albo wrzucić na dno kostkę lodu.
Upieczony chleb studzić na kratce przykryty ściereczką.
Smacznego :)

wtorek, 22 września 2015

Dereniówka

Pamiętam ziemię, usypaną czerwonymi podłużnymi owocami w ogrodzie botanicznym. Dereń? A z czym to się je? Później spróbowałam nalewki dereniowej. Posmakowało:) Od tamtego czasu nosiłam się z zamiarem wyprodukowania własnej dereniówki. Przy okazji podszkoliłam się nieco w temacie derenia. Rosyjska nazwa 'кизил' mówi mi nieco więcej. Przypomniałam sobie, że próbowaliśmy go będąc na Krymie. Rósł przy szlaku na Czufut Kale, ciekawość turystów do niepozornych, ale jadalnych jagód wzięła górę i "częstowaliśmy się" dereniem prosto z drzewa. Kwaśny (nie był jeszcze wystarczająco dojrzały), cierpki, z pestką, raczej nie polubię - taki był mój werdykt. Teraz wiem, jak bardzo byłam w błędzie. Dojrzałe owoce derenia tracą swoją cierpkość, są bardziej słodkie, a do tego mają dużo witaminy C i żelaza. Robi się z nich dżemy, kompoty, sok, prażone mielone pestki zastępują kawę, a napar z liści pomaga przy dolegliwościach żołądkowych. 
Dereń kwitnie najwcześniej, już w lutym-marcu, kiedy jeszcze nawet nie ma liści na innych drzewach, z tego powodu sadzono go kiedyś w parkach pałacowych i przydomowych ogródkach. Owocuje we wrześniu-październiku. Dojrzałe owoce mają podłużny kształt, rubinowo-czerwoną barwę, w smaku są słodko-kwaśne (jak wiśnie). 
Wracając do nalewki;) W tym roku zdobyłam około dwóch kilogramów owoców derenia. Nastawiłam nalewkę. Pozostaje uzbroić się z cierpliwość, gdyż najlepiej ponoć smakuje taka 5-letnia dereniówka:)

Składniki:
1 kg derenia (najlepiej mocno dojrzałych owoców, wtedy są jakby przezroczyste)
1 litr spirytusu nalewkowego 60%
300g cukru
1 szklanka wody
0,5 szklanki miodu (akacjowy, lipowy)

Owoce umyć, nakłuć wykałaczką, zalać alkoholem, szczelnie zamknąć i odstawić na 2 miesiące, od czasu do czasu potrząsać słoikiem. Po macerowaniu nalew zlać przez gazę lub filtr do kawy i odstawić w ciemne miejsce.
Z wody u cukru ugotować syrop, ostudzić. Owoce zalać syropem, pozostawić na 2-3 tygodnie, codziennie kilkakrotnie potrząsać słoikiem. Cukrowy nalew zlać przez gazę i wymieszać z miodem. Do nalewu owocowego wlać nalew spirytusowy, wlać do butelek, zakręcić i odstawić na kilka miesięcy, a najlepiej minimum na rok:)



poniedziałek, 21 września 2015

Warsztaty z Cisowianką: Gotujmy zdrowo - mniej soli

Pamiętacie pewnie mój kulinarny eksperyment z daniem bez soli, które pozytywnie zaskoczyło nas smakiem. Ponoć odzwyczaić się od soli można w 3 dni. Na razie nie próbowałam, gdyż i tak solę mało. Podczas warsztatów, organizowanych przez portal Gotujmy Zdrowo pod patronatem Cisowianki, próbowałam natomiast wielu innych dań, które nie zawierały ani grama soli, a smakowały przepysznie.
Po kolei;) Podróż do Warszawy przebiegła dobrze, nie licząc spóźnionego o godzinę pociągu. W samo południe 12 września w studio kulinarnym Cook Up zebrała się grupa pasjonatów gotowania. Warsztaty poprowadził Sebastian Olma - zwycięzca 2-ej edycji programu Top Chef  i szef kuchni w restauracji Kafe Zielony Niedźwiedź.
Dania z listy zapowiadały się bardzo kusząco:
- suszone i pieczone pomidory z gotowaną cielęciną i świeżymi ziołami.
- smażona sardynka portugalska od Fish Lovers z marynowanymi warzywami
- pierś z perliczki z brzoskwinią, pęczakiem i lubczykiem
a na deser - ciastko czekoladowe z sosem śmietanowo-czekoladowym i malinami.

No to do roboty! Każda ekipa dostała jedno danie do przygotowania.
Przekrojone na pół pomidory, doprawione ziołami szybko zajęły miejsce w piecu,
warzywa nabierały smaku zanurzone w marynacie, na płycie bulgotał malinowy sos, a my kroiliśmy brzoskwinie. Obok Anita z bloga Gotuj od A do Z mieszała czekoladę, chłopaki ścierali skórkę z cytryn, siekali warzywa, dziewczyny miksowały dressing, a Sebastian pomagał, radził, próbował...
Już podczas degustacji pierwszego dania przekonałam się jak pysznie można gotować bez soli. Smak ziół, naturalna słodycz pomidorów, aromat przypraw... Potrawy były doprawione idealnie, a prezentowały się niczym prawdziwe dzieła sztuki! I jeszcze deser - cud, maliny, czekolada;)



Nie zauważyłam, kiedy ten czas zleciał i przyszła pora wracać do domu. Do zobaczenia na kolejnych warsztatach! :)

I jeszcze kilka zdjęć autorstwa Macieja Stankiewicza dla GotujmyZdrowo.pl







niedziela, 20 września 2015

Pchali (pkhali)

Od kilku dni walczę z wirusem, który (w zmowie z deszczem) skutecznie pokrzyżował moje weekendowe plany. Sok z czarnego bzu zdaje egzamin, zatem już jutro planuję wrócić do normalności;) 
Siedzenie w domu ma jednak swoje plusy - mam dużo czasu m.in. na zabawę w kuchni. A efekty owej zabawy są jak najbardziej pyszne. Wspominając udział w warsztatach kuchni gruzińskiej, pokusiłam się o odtworzenie kaukaskich smaków w domu. I oto - pchali (pkhali, ფხალი) - rodzaj sałatki albo przystawki. Podczas warsztatów do spróbowania mieliśmy kilka jej wersji: ze szpinakiem, z burakami, z bakłażanem i kapustą. Mnie najbardziej przypadły do gustu buraczane i szpinakowe pchali. Generalnie smaków może być tyle, ile dusza zapragnie, to dodatki są odpowiedzialne za ostateczny smak. Jednakowa natomiast jest baza - czyli orzechy włoskie, winny ocet (albo kwaśny sok owocowy - z granatów, zielonych mirabelek, winogron) i przyprawy. Sałatkę podaje się najczęściej w kształcie kulek, posypaną pestkami granatu. Jedliśmy je z ulepionymi własnoręcznie mczadi (kukurydzianymi placuszkami).
U mnie wersja buraczana pchali - z pieczonych buraków, z czosnkiem, kolendrą, pietruszką. Pyszne!

Składniki:
300g pieczonych lub parowanych buraków
150g orzechów włoskich
1-2 łyżki octu winnego  
3 łyżki oleju
sól
0,5 łyżeczki ziaren kolendry
1 łyżeczka suneli (khmeli-suneli) albo po szczypcie czarnego pieprzu, papryki, majeranku, tymianku, szafranu, kozieradki
2 ząbki czosnku
natka kolendry i pietruszki
pestki granatu do dekoracji (nie miałam pod ręką, więc pominęłam)

Buraczki obrać i zetrzeć na dużych oczkach. Orzechy zmielić. Przyprawy i czosnek utłuc w moździerzu. Buraczki, przyprawy, orzechy, olej i ocet zmiksować w malakserze na pastę.
Natkę kolendry i pietruszki drobno posiekać, część zostawić do dekoracji, resztą wymieszać z masą orzechowo-buraczaną.
Z masy formować kulki, układać na talerzu, posypać siekaną pietruszką, orzechami, pestkami granatu. 
Przed podaniem schłodzić.


sobota, 19 września 2015

Ziemniaki Hasselback

 
Ziemniaki nie muszą być nudne. Istnieje tyle dań, których głównym składnikiem są ziemniaki, że chyba przez kilka lat można codziennie przygotowywać coś nowego. Mam wrażenie, że w Polsce ziemniaki traktowane są trochę jako warzywo drugorzędne, mniej szlachetne, bo zbyt pospolite i tanie. A kto nie lubi młodych ziemniaczków posypanych koperkiem, zjadanych z kubkiem zsiadłego mleka? Albo chrupiących gorących placków ziemniaczanych? Albo pieczonych z mundurkach?
Teraz ziemniaki są najlepsze. Więc i u nas goszczą często na stole. Solo albo jako dodatek do głównego dania. Gotowane albo pieczone. Jak na przykład takie zapiekane ziemniaki po szwedzku. Pięknie wyglądają te ziemniaczane wachlarze, a smakują wprost bajecznie!

Składniki:
ziemniaki (najlepiej podłużne, jednakowej wielkości, typ AB)
oliwa
sól
pieprz
papryka słodka
świeże zioła: tymianek, rozmaryn, majeranek

Ziemniaki wyszorować dokładnie albo obrać ze skórki. Każdy ziemniak położyć na łyżce i kroić w plastry 3mm, nie docinając do końca - nóż zatrzyma się na brzegach łyżki.
Naczynie żaroodporne posmarować oliwą, ułożyć ziemniaki. Każdy oprószyć solą, pieprzem, doprawić ziołami i papryką, polać odrobiną oliwy. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 30-40 minut w temp. 180stC.
Podawać na gorąco.
Smacznego!

czwartek, 17 września 2015

Szarlotka fit

Lubię jesień. Czuję jesień. Tę złotą, ciepłą, słoneczną. Bogatą w jabłka, gruszki, śliwki, dynie. Kolorową od liści i stukającą spadającymi czekoladowymi kasztanami...
Wyglądam teraz przez okno - błękitne niebo, zielone drzewa, na termometrze 30st. I choć nie przypomina to jeszcze jesieni, już ją czuję. 
Być może dlatego mam ochotę na jabłeczniki w każdej postaci. Tym razem odchudziłam tradycyjne kruche maślane ciasto i kruszonkę i wyszła taka inna, zdrowsza, ale też bardzo smaczna szarlotka.

Składniki:
ciasto:
70g mąki pełnoziarnistej pszennej typ 1850 (użyłam Młynomag)
70g mąki żytniej typ 720 (użyłam Młynomag)
30g otrąb owsianych
30g płatków owsianych
2 łyżki roztopionego oleju kokosowego
2 łyżki miodu
2 jajka
1 łyżeczka proszku do pieczenia

kruszonka:
30g otrąb owsianych
30g mąki pełnoziarnistej pszennej
30g płatków owsianych
1 łyżka miodu
1 łyżka roztopionego masła

nadzienie:
1,5 kg jabłek (antonówki, szare renety)
1 łyżeczka cynamonu

Składniki ciasta wymieszać, ciasto będzie klejące. Wylepić nim wyłożoną papierem formę 20x30cm (piekłam w trochę mniejszej, ciasto na dole wyszło więc grubsze).
Jabłka obrać, zetrzeć na dużych oczkach, posypać cynamonem i wyłożyć na ciasto.
Składniki kruszonki rozetrzeć palcami, posypać po jabłkach.
Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 40 minut w temp. 170stC.
Smacznego!


wtorek, 15 września 2015

Toskańska zupa pomidorowa z serem

 
Znalazłam swój ideał. Jest zdecydowanie taki jak lubię, idealnie dostosował się do mojego gustu, wszytko mnie w nim pasuje. Mówię o zupie pomidorowej oczywiście;) 
Gęsta, o zdecydowanie pomidorowym smaku. Z wiórkami parmezanu jest doskonała. Nie potrzebuję do niej makaronu czy ryżu, rozkoszuję się i nasycam tą jej pomidorową esencjonalnością.
W sezonie pomidorowym nie mogło jej zabraknąć i już wiem, że będę tęsknić za tym smakiem do następnego lata. 

Składniki:
2kg dojrzałych mięsistych pomidorów (malinowe, lima)
1 cebula
3-4 ząbki czosnku
1 szklanka białego wytrawnego wina
2 łyżeczki brązowego cukru
2 garści liści bazylii
sól morska
pieprz
3 łyżki oliwy
1 łyżka masła
50g parmezanu (bursztynu lub grana padano)

Pomidory sparzyć, obrać ze skórek, pokroić w mniejsze kawałki.
W garnku rozgrzać 2 łyżki oliwy i masło. Cebulę pokroić w kostkę, czosnek posiekać i razem z cebulą zrumienić na oliwie. Wsypać cukier, wymieszać z cebulą i smażyć chwilę. Dodać pomidory, wlać wino, gotować, aż pomidory będą miękkie, zmiksować blenderem na krem. Doprawić do smaku, dodać liście bazylii (jeśli są bardzo duże, można porwać je na kawałki), wlać pozostałą łyżkę oliwy.
Przed podaniem zupę posypać startym serem, udekorować bazylią.
Można również podawać z przyrumienioną grzanką natartą czosnkiem.
Buon Appetito!

poniedziałek, 14 września 2015

Makaron z warzywami w winnym sosie

Danie na szybko i już nieco jesienne. Kolorowe, pachnące ziołami, a przy tym lekkie i zaskakująco pyszne. Wśród składników warzywnego leczo tradycyjnie znalazły się cukinia, bakłażan, papryka, cebula, czosnek i oczywiście pomidory. Paluszki (i talerze) lizać;)

Składniki (na 4 porcje):
1 cukinia
1 bakłażan
2 czerwone papryki
1 cebula
3 ząbki czosnku
4 mięsiste pomidory (poza sezonem 1 puszka pomidorów pelati)
100ml białego wytrawnego wina
sól
pieprz
garść świeżego tymianku, bazylii, oregano
2 łyżki oliwy
2 łyżki masła
50g sera parmezan (bursztyn, pecorino)
400g makaronu (spaghetti, pióra, świderki)

Pomidory obrać ze skórek, pokroić z dużą kostkę.
Na patelni rozpuścić masło, dolać oliwę. Cebule pokroić w piórka, czosnek posiekać, zeszklić. Dodać pomidory, smażyć 2 minuty.
Bakłażana, cukinię pokroić w półkrążki, paprykę w paski. Warzywa wrzucić na patelnię, smażyć ok 5-6 minut, co jakiś czas mieszając. Wlać wino, dalej smażyć, aż wino odparuje i pozostanie gęsty sos. Doprawić do smaku solą, pieprzem, ziołami.
W międzyczasie ugotować makaron al dente.
Makaron wymieszać z warzywami, przed podaniem posypać startym serem.
Smacznego!

niedziela, 13 września 2015

Gofry

Dla jednych to smak wakacji nad morzem. Dla drugich wypoczynku w górach. Dla mnie to smak poznany stosunkowo niedawno. Niemożliwe - pomyślicie. A jednak:) Gdy zamieszkałam na LSMie (Lublinianie wiedzą, gdzie to:), zakupy robiłam na targu. W pewnym miejscu na tym targu zawsze unosi się słodki zapach gofrów, a po słynne łakocie ich miłośnicy przyjeżdżają tu nawet z innych dzielnic. Gofry "U Ireny" ponoć smakują niezmiennie pysznie od kilkudziesięciu już lat, zyskując nowe, młode pokolenia wielbicieli.
Przepisów na gofry istnieje cała masa, jedni już mają swoje sprawdzone, ulubione, inni wciąż szukają. Ja chyba należę do tych pierwszych, ale też chętnie wypróbowuje nowe, bo być może znajdę jeszcze lepszy:)
Ja też pokochałam ten smak. Nie piekę jednak gofrów zbyt często, pozostawiając im przywilej bycia obiektem mojej kulinarnej rozkoszy. A gdy już je upiekę, na stole obok pojawiają się świeże owoce, domowe konfitury, sos czekoladowy, twarożek i bita śmietana. Ach, jakie pyszne!

Składniki (na 12 gofrów):
1 i 2/3 szklanki mleka
1/2 szklanki wody gazowanej
100ml oleju
2 łyżki cukru
1 łyżka cukru waniliowego
3 jajka
2 szklanki mąki tortowej (u mnie Młynomag)
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Oddzielić białka o żółtek. Białka ubić na sztywną pianę. Osobno zmiksować mleko, olej, żółtka, cukier i cukier waniliowy, ciągle miksując dodawać przesianą z proszkiem mąkę. Na końcu wlać wodę gazowaną i dodać ubitą pianę z białek, delikatnie wymieszać, odstawić na 15 minut. Piec w gofrownicy 3-5 minut do uzyskania złotego koloru. Po upieczeniu gofry ustawiać pionowo lub układać na kratce, żeby pozostały chrupiące.
Podawać z bitą śmietana i ulubionymi dodatkami.
Słodkiej niedzieli!



piątek, 11 września 2015

Sok z czarnego bzu

 
Od kilku dni chodziłam z zamiarem wyprawy po czarny bez. Podczas rowerowej wycieczki obczaiłam nawet kilka krzaczków z dala od drogi. Ale zaczął się Festiwal Smaku, zaczął też padać deszcz i nie miałam czasu na zbiory. Aż wracając ze wsi wstąpiliśmy nad Wieprz, a tam całe zagłębie czarnobzowe! I już dojrzały! Trochę czasu zajęło mi obrywanie kulek z gałązek, a następnie przecieranie i wyciskanie. Najpierw pomagałam sobie widelcem, wyczesując jagódki, jednak pojedyncze zielone owoce też wpadały do miski. Spróbowałam obierać rękami, delikatnie pocierając grona w dłoniach - ten sposób okazał się bardziej skuteczny. Czarne owoce sypały się do miski, a zielone nadal wisiały na gałązkach. Pozostało jeszcze tylko ugotowanie i wyciskanie. O ile z gotowaniem poszło dość szybko, to wyciskanie okazało się bardziej pracochłonne, wymagające siły i ... rękawiczek;) Tak, tak. Najpierw przecierałam ugotowane owoce przez sito, lecz pozostawało zbyt dużo soku. Wyciskanie przez gazę pozwoliło dokładnie odcisnąć miazgę, ale mocno zabarwiło dłonie (nie założyłam wspomnianych rękawiczek), myślałam, że nigdy ich nie domyję (a następnego dnia byliśmy zaproszeni na chrzest). Postanowiłam, że zanim zajmę się wybielaniem dłoni, posprzątam najpierw kuchnie, która po całej akcji wyglądała, jak z horroru:) Wycierałam płytki, blaty, zmywałam te wszystkie garnki, sita... i ręce się umyły! ufff... Więcej jednak tego błędu nie popełnię;)
Wracając do soku. Jest pyszny! O tym że jest zdrowy i doskonale wspomaga walkę z przeziębieniem chyba wiecie. Zawiera dużo m.in. witaminy C, garbników, potasu, glinu, żelaza. Ale można wykorzystać go na wiele sposobów: do herbaty, galaretek, do barwienia kremów, do nalewki wreszcie. 
Pamiętajcie, że zdrewniałe części rośliny, jak również surowe owoce są trujące, gdyż  zawierają sambunigrynę, która jednak po gotowaniu lub suszeniu ulga rozkładowi i staje się nieszkodliwa. 
Teraz najlepsza pora na zbiory, bez dojrzał i pogoda dopisuje...
p.s. tylko nie zapomnijcie o rękawiczkach:))

Składniki:
ok 5kg owoców czarnego bzu (waga po obraniu)
700g-1kg cukru
sok z 2 cytryn
szklanka wody

Owoce opłukać, wsypać do dużego garnka, wlać wodę, gotować, aż popękają i puszczą sok. Miazgę  przetrzeć przez sito lub wycisnąć przez gazę. Sok zagotować z cukrem (ilość wg uznania) i sokiem z cytryny, wlać do szklanych butelek, zakręcić. Przechowywać w ciemnych chłodnym miejscu.
Wyszło mi prawie 3 litry soku.
Udanych zbiorów;)


czwartek, 10 września 2015

Cebulowe chlebki


W taki słoneczny dzień aż chce się wcześnie wstawać. Słońce muska czerwieniące się liście dzikiego wina, podlewam zioła na balkonie i nagle czuję wielka ochotę na upieczenie chleba. Innego, prostszego i niesamowicie aromatycznego. Właściwie chlebków, coś jak podpłomyki lub gruziński lawasz, z cebulą i tymiankiem...
I gdy te moje chlebki wyjęłam już z piekarnika, zapach unosił się po całym mieszkaniu, a mojemu zadowoleniu nie było końca:)
Oto one - mięciutkie, z chrupiąca cienką skórką... Aż chce się jeść!

Składniki:
70g prefermented dough (przepis na przefermentowane ciasto znajdziecie tu )
230g mąki pszennej chlebowej typ 720 (u mnie Młynomag)
70g mąki graham (u mnie Młynomag)
200ml letniej wody
6g drożdży
1 płaska łyżeczka soli
1 średniej wielkości cebula
2 łyżki oleju + do posmarowania chlebków
do posypania: gruboziarnista sól, czarnuszka, tymianek

Cebule pokroić w piórka, zeszklić na oleju, przestudzić.
Z podanych składników wyrobić ciasto, dodając sól pod koniec wyrabiania. Ciasto jest nieco klejące i bardzo miękkie. Uformować kulę, przykryć folia i odstawić do wyrastania na ok1,5-2h.
Ciasto podzielić na 2-3 części, z każdej uformować okrągły bochenek, ułożyć na blasze wysypanej semoliną lub mąką, odstawić do wyrastania jeszcze na 40 minut. Podczas wyrastania chlebki rozleją się trochę na boki, więc należy je układać w sporej odległości. Przed pieczeniem chlebki posmarować olejem, nakłuć paluszkami, posypać solą, tymiankiem, czarnuszką (wg uznania), Piekarnik nagrzać do 220stC, wstawić chlebki, piec 15 minut, zmniejszyć temperaturę do 200st, piec jeszcze 10 minut.
Upieczone chlebki studzić na kratce przykryte ściereczką.
Smacznego!


środa, 9 września 2015

Malinowe babeczki

 
Mogę jeszcze trochę ponarzekać na pogodę?;) Przez upalny sierpień maliny niestety nie obrodziły tak obficie, jak w zeszłym roku. Małe, bardziej suche, kwaśne - ale są. Do wypieków nadają się doskonale. Jeśli szukacie pomysłu na malinowe smakołyki, polecam upiec babeczki. Są przepyszne! Mięciutkie, puszyste, wilgotne i wspaniale malinowe. W sam raz do popołudniowej kawy:)

Składniki (na 12 sztuk):
1,5 szklanki mąki tortowej (użyłam Młynomag)
1 kopiasta łyżka mąki ziemniaczanej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2/3 szklanki cukru
200ml jogurtu naturalnego (może być grecki)
2 jajka
100ml oleju
skórka z cytryny i sok
1 szklanka malin
cukier puder do posypania

Jajka roztrzepać z cukrem, jogurtem, olejem, sokiem i skórką z cytryny.
Mąki przesiać z proszkiem, wsypać do mokrych składników. Wymieszać łyżką krótko i niezbyt dokładnie, pozostawiając niewielkie grudki. Dodać maliny, wymieszać delikatnie, żeby owoce się nie rozpadły.
Formę na muffinki wyłożyć papilotkami. Do każdej foremki nakładać ciasto wysokości nieco ponad 2/3. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 20-25 minut w temp. 170stC (termoobieg) do suchego patyczka.
Upieczone muffinki studzić na kratce, przed podaniem oprószyć cukrem pudrem.
Malinowej środy życzę;)


Zakręcony Muffin - edycja jesienna

poniedziałek, 7 września 2015

Sos pomidorowy do słoików na zimę

Zimą najbardziej tęsknię za świeżymi owocami i warzywami prosto z pola. Mimo że w większości są dostępne przez cały rok, to nie smakują tak samo. Szczególnie za ogórkami i pomidorami. Miniony tydzień kulinarnie upłynął pod mi pod znakiem Gruzji i pomidorów właśnie. A pomidory w tym roku za sprawą temperatury mogły się poczuć jakby rosły we Włoszech:) Więc i zupę pomidorową na sposób włoski gotowałam kilka razy. Uwielbiamy ją! Prawdziwa, najprawdziwsza pomidorówka! Zamykałam też smak letnich pomidorów do słoików w postaci sosu. Gęsty, aromatyczny, pyszny. Do makaronów albo właśnie do zupy jest niezastąpiony. 
Jeśli macie robota z przecierakiem, to większość roboty pójdzie szybko. Ja niestety nie posiadam, więc musiałam skórki z pomidorów usuwać ręczne, wrzucając je na kilka sekund do wrzątku, a później dodatkowo zblendować. Ale warto, sos smakuje cudownie!
Teraz pomidory są najlepsze - mięsiste, słodkie, a ceny bardzo niskie. Korzystajcie!

Składniki (na 3-3,5 litry gotowego sosu):
5 kg mięsistych pomidorów (najlepsze są gruntowe lima, malinowe)
3 duże cebule
główka czosnku (ok 5 ząbków)
0,5 szklanki oleju
0,5 szklanki oliwy
1 szklanka białego wytrawnego wina (można pominąć)
2 łyżki brązowego cukru
garść liści bazylii
garść listków tymianku
garść listków oregano
sól morska
pieprz czarny świeżo mielony

Pomidory obrać ze skórek* i pokroić w duże kawałki albo przepuścić przez przecierak robota.
Cebulę obrać, pokroić w kostkę. Czosnek posiekać. W głębokim szerokim garnku rozgrzać olej, zeszklić cebule i czosnek, wsypać cukier, smażyć chwilę. Dodać pomidory i wino, gotować, aż pomidory będą miękkie. Całość zblendować na sos (nie miksuję pomidorów na bardzo gładki sos, my lubimy jak pozostają małe kawałki). Sos gotować na małym ogniu ok 1-2 godzin, żeby zgęstniał (w szerokim garnku paruje szybciej, więc gotowanie trwa krócej), mieszając co jakiś czas. Gdy będzie odpowiednio gęsty, doprawić do smaku solą, pieprzem, dodać zioła i gotować jeszcze 5 minut. Gorący sos wlać do wyparzonych słoików, zakręcić**, odstawić na kilkanaście minut do góry dnem. Przechowywać w chłodnym miejscu (w piwnicy).
Przed użyciem można dodatkowo zeszklić cebulę i czosnek, wlać sos, zagotować i podawać np. z makaronem.

* Skórkę naciąć, pomidory wrzucać na kilka sekund do wrzątku, wyjąć, zdjąć skórkę.
** Jeśli nalewamy gorący sos i od razu zakręcamy słoiki, nie ma potrzeby dodatkowo go pasteryzować. Jeśli natomiast używacie słoików typu weck, wtedy po zamknięciu należy pasteryzować sos 10-15 minut, w zależności od wielkości słoika.


Pora na pomidora!

Drukuj