poniedziałek, 30 listopada 2015

Pudding jaglany z jabłkiem

 
Mam dwie wiadomości: dobrą i dobrą;) Pierwsza jest taka, że dziś ostatni dzień listopada, czyli statystycznie najbardziej ponury miesiąc się kończy. Druga dobra wiadomość - do Świąt pozostały lekko ponad trzy tygodnie. A po Świętach już będzie z górki - dzień co raz dłuższy, więcej światła, wiosna co raz bliżej;) I nawet żadna burza z piorunami, wiatrem, który urywa głowę, zacinającym gradem w ten ostatni listopadowy poniedziałek nie jest w stanie popsuć mi humoru.
Mam nadzieję, że te dobre wiadomości też i Wam dodały trochę pozytywnego spojrzenia na nieustający bieg czasu. A gdy na drugie śniadanie zjecie porcyjkę puddingu o smaku szarlotki, słońce natychmiast uśmiechnie się zza chmur;)

Składniki:
100g kaszy jaglanej
250ml mleka
2 jabłka (szara reneta najlepiej)
szczypta cynamonu
1 łyżeczka masła
1-2 łyżki cukru brązowego (opcjonalnie)
do dekoracji: listki mięty, prażone płatki migdałów

Kaszę opłukać, przelać wrzątkiem, wsypać do gotujące się wody (w proporcjach 1:2,5), gotować na małym ogniu ok 15 minut, aż kasza bezie miękka i wchłonie wodę. Ostudzić.
Jabłka obrać, pokroić w kostkę. Masło rozpuścić w rondelku, wsypać łyżkę cukru (ja nie słodziłam), dodać jabłka, smażyć, aż jabłka będą miękkie, ale nie rozpadną się całkowicie. Oprószyć cynamonem.
W pojemniku blendera umieścić kaszę, wlać mleko, zmiksować na gładki pudding, w razie potrzeby dosłodzić do smaku.
Pudding przełożyć do pucharków, na wierzch wyłożyć jabłka. Można udekorować listkami mięty, prażonymi płatkami migdałów.
Smacznego!

sobota, 28 listopada 2015

Grzane wino




Dziś będzie weekendowo i leniwie, bez zobowiązań. Bez pośpiechu i nawet trochę zimowo...
Grzane wino. Przysmak dorosłych podczas wyjazdów w góry, albo po całym dniu narciarskiego szaleństwa na stoku. Albo podczas leniwej listopadowej soboty:)
Wpis dla dorosłych.

 
Składniki:
1 butelka słodkiego lub półsłodkiego czerwonego wina
2 pomarańcze
skórka z połowy cytryny
kawałek kory cynamonu (ok 5cm)
3 gwiazdki anyżu
5 goździków
3-4 wyłuskane nasiona kardamonu
2 łyżki miodu

Pomarańcze wyszorować, jedną pokroić w plastry.
Wino wlać do garnka, dodać przyprawy, pomarańczę, skórkę cytryny, miód. Zagotować i trzymać pod przykryciem na małym ogniu ok 10 minut.
Do wysokich szklanek z uchem włożyć pokrojoną w ósemki pomarańczę. Wino przelać do szklanek przez sito, można udekorować kawałkiem cynamonu.
Ciepłego weekendu!

piątek, 27 listopada 2015

Jajko zapiekane w awokado

 
Weekend się zbliża, można będzie pospać trochę dłużej, zrobić pyszne śniadanie, na przygotowanie którego zazwyczaj brakuje czasu w ciągu tygodnia. Pankejki, naleśniki może... albo chrupiące bułeczki prosto z pieca... albo awokado zapiekane z jajkiem. A później zawołać wszystkich do stołu:
Śniadanie gotowe!

Składniki:
1 dojrzałe awokado
2 małe jajka
sól
pieprz kolorowy
pestki słonecznika

Awokado przekroić na pół, przekręcić, rozdzielić połówki. Usunąć pestkę (w pestkę wbić nóż, przekręcić i wyjąć pestkę). Nie obierać ze skórki!
Miąższ lekko posolić, do każdego wgłębienia wbić po jajku, wstawić do gorącego piekarnika, zapiekać ok 15 minut  w temp. 190stC. Białko powinno się ściąć, żółtko najlepiej żeby pozostało płynne (oczywiście to też kwestia gustu).
Po upieczeniu z wierzchu posypać pieprzem, od razu podawać.
Smacznego!

środa, 25 listopada 2015

Rogaliki twarogowe z różą

Kto z Was już widział pierwszy śnieg? U nas padał wczoraj. Piękne, delikatne płatki sypały się z nieba, by za chwilę stopnieć. Patrzyłam na nie, zastanawiając się nad słodkościami na Święta. Słodkie dodatki do prezentów już stały się dla mnie tradycją. Pierniczki, śliwki w czekoladzie, keksy w wersji mini, rogaliki z różnym nadzieniem...
Rogaliki już kilkakrotnie pojawiały się na blogu, ale z różanym nadzieniem jeszcze nie było. Oczywiście płatki róży własnoręcznie były zebrane, a później utarte i usmażone na pyszny dżemik. Rogaliki przypadną do gustu każdemu, kto lubi różane smaki. Słodkie maleństwa;) 

Składniki (na 60 sztuk):
150g masła
275g twarogu półtłustego
250-300g mąki (w zależności jak mokry jest twaróg)
200g dżemu z płatków róży
2 łyżki różanego cukru pudru (utarte na pył suche płatki róży i hibiskusa, wymieszane z cukrem pudrem)

Z masła, twarogu i mąki szybko zagnieść ciasto, najlepiej zrobić to za pomocą malaksera lub z użyciem ręcznego blendera. Ciasto owinąć folią, schłodzić przez godzinę.
Ciasto podzielić na 5 części, każdą rozwałkować na kształt koła o średnicy ok 26cm (grubość ciasta 1-2mm), pokroić na 12 trójkątów (jak tort). Na każdy trójkąt położyć łyżeczkę dżemu, zwinąć rogaliki. Układać na blasze w niedużych odstępach. Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec 15-18 minut w temp. 180stC, ostudzić na kratce. Rogaliki oprószyć cukrem pudrem.
Słonecznego dnia!

poniedziałek, 23 listopada 2015

Schab dojrzewajacy


Jeszcze kilka, może kilkanaście lat temu mało kto z moich znajomych wiedział o istnieniu suszonej polędwicy, a już zrobienie jej samemu w domu przerastało ich wyobraźnię. Do spróbowania również podchodzili ostrożnie, bojąc się zjeść "surowe mięso". Ale gdy jednocześnie zachwycali się włoskimi dojrzewającymi szynkami, chyba się nie zastanawiali, że również są surowe;) 
U nas polędwice i kiełbasa dojrzewająca odkąd pamiętam były na porządku dziennym, ciocia czasem suszyła jeszcze kumpiak (to dopiero rarytas, żadne włoskie/francuskie/hiszpańskie szynki nie dorównują mu smakiem!). Od kilku lat suszone, dojrzewające wędliny podbiły podniebienia i polskich smakoszy, a co raz więcej osób robi je samodzielnie w domu.
Po dojrzewającej polędwicy i suszonym schabie mam dla Was kolejny podobny przepis. O ile schab suszyłam w piekarniku (tak wyszło, ciepłownia i pogoda splatały mi wtedy figla), to teraz zrobiłam go tradycyjnie, susząc w ciepłym, przewiewnym miejscu. I jeszcze - jeśli tylko macie możliwość, kupcie mięso rasy puławskiej lub złotnickiej, najlepiej od drobnych producentów, którzy karmią zwierzęta naturalną paszą. Takie mięso zdecydowanie lepiej smakuje.
Na Święta znowu zrobię:)

Składniki:
kawałek cienkiego schabu ok 1kg
1/3 szklanki soli
1/3 szklanki cukru
świeżo zmielony pieprz
1 łyżeczka nasion kolendry
2 ząbki czosnku
1 łyżeczka majeranku
1 łyżeczka słodkiej papryki
szczypta chilli
4-5 ziarenek jałowca
1 liść laurowy

 Schab umyć, oczyścić z błon, osuszyć ręcznikiem papierowym. Natrzeć cukrem, włożyć do podłużnego naczynia, prykryć i wstawić do lodówki na 36 godzin, od czasu do czasu mięso odwracać i wylewać powstały płyn. Następnie mięso opłukać z cukru, osuszyć papierowym ręcznikiem i natrzeć solą, znowu zostawić na 36 godzin, w międzyczasie wylewając pojawiający się płyn. Po leżakowaniu w soli mięso zrobi się sztywne i twarde.
Przyprawy rozetrzeć w moździerzu. Schab opłukać z soli, osuszyć, natrzeć przyprawami, włożyć do naczynia i pozostawić na dzień w lodówce. Następnie umieścić schab w nylonowej pończosze i powiesić w ciepłym przewiewnym miejscu, np. przy piecu albo obok kaloryfera, suszyć przez 5 dni.
Po ususzeniu schab owinąć pergaminem i włożyć na 2 dni do lodówki. Przechowywać owinięty pergaminem i lnianą ściereczką.
przed podaniem kroić w cienkie plasterki.
 Smacznego!


niedziela, 22 listopada 2015

Czekoladowy krem z awokado

 

Niedziela powitała nas chłodnym powiewem wiatru, mżawką i wilgotnym zimnem, dając do zrozumienia, że nadejście zimy jest nieuchronne. Chciałoby się zaszyć pod koc, zamknąć oczy i przeczekać długą zimę, z krótką pobudką na Święta;) 
Chyba przez pogodę tak bardzo mam ochotę na czekoladę. Już miałam sięgnąć po kostkę gorzkiej, ale przypomniałam sobie, że dawno chciałam spróbować czekoladowego kremu z awokado. Wybrałam więc zdrowszą wersję:) W smaku oraz konsystencją przypomina budyń, jest umiarkowanie słodki, czekoladowy w sam raz i nieprzyzwoicie pyszny. Jedząc go za nic nie domyślilibyście się, że to właśnie awokado jest głównym składnikiem. 
Można podać go w pucharkach albo w kruchych "skorupkach" do babeczek. Tylko nie mówicie, z czego jest zrobiony - niech goście zgadują;)

Składniki:
1 dojrzałe duże awokado
1-2 łyżeczki płynnego miodu
pół banana (można pominąć)
2 łyżeczki ciemnego kakao
3 miękkie śliwki kalifornijskie

Awokado przekroić na pół, wyjąć pestkę, miąższ wydrążyć za pomocą łyżki. W pojemniku blendera umieścić wszystkie składniki, zmiksować na gładki krem. Krem przełożyć do pucharków lub napełnić babeczki., udekorować wg uznania.
Gotowe!:)

sobota, 21 listopada 2015

Kopytka z sosem pieczeniowym

 

- Co gotujemy? - pyta Baśka.
- Kopytka może zrobimy, - odpowiadam. - Specjalnie ugotowałam wczoraj więcej ziemniaków Ostatnio jedliśmy u Ivo, były mocno przysmażone, pyszne. Moje podniebienie domaga się powtórki;)
- Aaa, czyli szagówki? - stwierdza po chwili moja kuzynka...
No tak, Poznaniacy mówią na nie szagówki, ale jak ta nazwa zawędrowała aż na Kresy (przecież Baśka nie była w Poznaniu)? Powiem więcej - kopytka vel szagówki poznałam dopiero w Polsce. Szkoda, że tak późno. Zawsze miałam problem z pozostałymi po obiedzie ziemniakami. Nie lubię odgrzewanych, nie smakują mi, choć reszta rodziny nie wybrzydza. Gdybym wcześniej wiedziała, że można je przerobić na kopytka... Ale właśnie na tym polega cały urok zdobywania kulinarnej (i nie tylko) wiedzy i poznawania nowych smaków. I jeszcze tyle tych smaków przede mną!

Kopytka:
1kg ziemniaków "z wczoraj", najlepiej typ BC-C
1,5-2 szklanki mąki 
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 jajka
gałka muszkatołowa
sól
pieprz
olej/masło klarowane do smażenia

Ziemniaki najlepiej ugotować dzień wcześniej (lub wykorzystać te, które zostały po obiedzie). Następnego dnia jeszcze raz utłuc, dodać jajka, obie mąki, doprawić do smaku i zagnieść ciasto. Z ciasta formować wałeczki, kroić kopytka.
W dużym garnku zagotować wodę, wrzucać kopytka, gotować ok. 1-2 minut od momentu wypłynięcia. Łyżką cedzakową wyłowić, wyłożyć na talerz.
Na patelni rozgrzać olej/masło,  wrzucić kopytka, smażyć do zarumienienia.

Schab w sosie pieczeniowym:
0,7kg schabu
2 cebule
3-4 łyżki mąki
sól
pieprz
rozmaryn
2 łyżeczki przyprawy do duszonego mięsa (rozmaryn, majeranek, oregano, czosnek, papryka słodka, kolendra, jałowiec, chili)
2-3 kawałki suszonych grzybów
olej do smażenia

Mięso pokroić na plastry o grubości ok 1cm, oprószyć przyprawą do mięsa, obtoczyć w mące, zrumienić z obu stron na oleju. Dorzucić pokrojoną w piórka cebulę, smażyć chwilę na dużym ogniu, aż cebula ładnie się przyrumieni. Posolić, dodać rozmaryn, pokruszone grzyby, zalać wrzącą wodą, żeby pokrywała mięso, dusić na małym ogniu ok 40 minut, mięso powinno być bardzo miękkie.
Pozostała mąkę uprażyć na patelni, podlać ok pół szklanki wody, szybko rozmieszać, żeby nie było grudek, zagęścić sos, w którym dusiło się mięso, doprawić do smaku. Dodatkowo sos można zmiksować blenderem, żeby był jeszcze bardziej gładki i jednolity.
Kopytka podawać z mięsem i sosem.
Smacznego!




czwartek, 19 listopada 2015

Drobiowe pulpeciki z szałwią i cytryną

 
Latem na balkonie miałam dużo ziół. Kilka doniczek z rozmarynem, skrzynka z melisą i miętą, pietruszka, tymianek, majeranek, szałwia, bazylia, rukola. Większość z tych ziół są roślinami wieloletnimi, trzeba tylko odpowiednio je przezimować. Szałwia jeszcze ma sporo listków, choć większość już wcześniej zerwałam i zamroziłam. Takie mrożone nic nie tracą na aromacie, miałam możliwość kolejny raz przekonać się o tym przygotowując na obiad pulpeciki z kurczaka. Lekkie, pełne kuszącego aromatu, soczyste i pyszne. Polecam na obiad:)

Składniki (na 12 sztuk):
400g filetu z kurczaka
garść listków szałwii
1 cebula
1 ząbek czosnku
skórka z połowy cytryny
1 jajko
2 łyżki kaszy manny
4 łyżki mleka
sól
pieprz
olej do smażenia
1/2 szklanki białego wina
3 łyżki kaszki kukurydzianej do obtoczenia

Mięso i cebulę zemleć, dodać posiekane drobno listki szałwii, przeciśnięty przez praskę czosnek, startą skórkę z cytryny, jajko, kaszę mannę i mleko, doprawić do smaku, wymieszac na jednolitą masę. Odstawić na 10 minut.
Z mięsa formować pulpeciki, obtaczać w kaszce kukurydzianej, smażyć na niewielkiej ilości oleju na złoty kolor z obu stron. Pulpety podlać winem, dusić pod przykryciem 10 minut.
Podawać z lekką sałatką, ryżem.
Smacznego!


środa, 18 listopada 2015

Dyniowa zupa-krem z imbirem

 
Sikorki już co raz częściej przylatują do nas na balkon, zaglądają przez okna do mieszkania, czekając na okruchy szczęścia w karmniku. A ja rozsłoneczniam sobie dzień dyniowym kremem z pięknym kolorze. Ale gdy już oczy się nasycą, chwytam łyżkę i rozkoszuję się smakiem najlepszej dyniowej zupy na świecie:)

Składniki:
1 dynia hokkaido (ok 1kg)
2 marchewki (ok 150g)
kawałek selera (ok 100g)
1 ząbek czosnku
750ml lekkiego bulionu drobiowego lub warzywnego
sok i skórka otarta z połowy pomarańczy
3 łyżki oliwy
3 łyżki oleju lnianego nierafinowanego
1 łyżka tartego imbiru
1 łyżeczka papryki słodkiej
0,5 łyżeczki papryki słodkiej wędzonej
szczypta chili 
gałązka rozmarynu
sól
świeżo mielony kolorowy pieprz
natka pietruszki do dekoracji 

Dynię umyć, oczyścić z pestek, pokroić w kostkę, polać oliwą, oprószyć solą, posypać listkami rozmarynu, wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 30-40 minut, aż będzie miękka. 
Marchew obrać, pokroić w talarki, seler pokroić w kostkę. Czosnek posiekać. Warzywa wrzucić do garnka, wlać bulion, gotować pod przykryciem na małym ogniu, aż warzywa zmiękną. Dodać upieczoną dynię, sok i skórkę z pomarańczy, zmiksować blenderem na pure. Zupę doprawić do smaku papryką, pieprzem, imbirem, zagotować jeszcze raz. Jeśli zupa będzie za gęsta podlać trochę gorącej wody.
Przed podaniem zupę polać olejem lnianym i udekorować natką pietruszki.
Smacznego!

poniedziałek, 16 listopada 2015

Jaglany budyń z jagodami

Śniły się mnie dziś jagody. Cały ogromny las jagód, kucałam przy krzaczkach, zbierałam jagody, zjadałam całymi garściami, wcale nie martwiąc się o fioletowe zęby i usta:) Za nieco ponad pół roku ten sen ma spore szanse, by się stać jawą:) A na razie potraktowałam go jako znak, żeby coś jagodowego przygotować sobie na śniadanie. Owsianka? jaglanka? jogurt? granola? Wiem! Będzie fioletowy jagodowy budyń z kaszy jaglanej. Mając ugotowaną kaszę przygotowuje się go w mig. A gdyby się chlupnęło nieco więcej mleka przez przypadek, to wyjdzie równie pyszny koktajl:) 
A Wam co się ostatnio śniło?;)

Składniki (na 2 porcje):
50g kaszy jaglanej
200ml mleka
0,5 szklanki jagód (mogą być mrożone)
łyżeczka miodu

Kaszę opłukać, przelać wrzątkiem, wsypać do gotującej się wody (proporcje 1:2), gotować na małym ogniu, aż wchłonie wodę. Ugotowaną kaszę ostudzić.
Wszystkie składniki zmiksować w blenderze na jednolity budyń, nałożyć do pucharków, uderkować owocami, listkami mięty.
Smacznego!



sobota, 14 listopada 2015

Muszelki (conchiglioni) nadziewane serem


Zaniedbuję ostatnio bloga, ale już niedługo to się zmieni:) W czasie, gdy jest dobre światło, mam inne obowiązki, a po 15-tej już nie mam warunków do robienia zdjęć. Najlepiej bym się czuła, gdyby słońce zachodziło o północy, a świt budził mnie już o 4 rano:) A tak pozostaje książka, kocyk, herbata lipowa i oczekiwanie na dłuższe dni.
Dziś znowu zabieram Was w kulinarną podróż do Włoch. Bo przecież to właśnie włoska kuchnia kojarzy się z makaronami pastą (tak lepiej brzmi) w każdej postaci. A my makarony lubimy też w każdej postaci, byle tylko nierozgotowane;) I znów dziś główną rolę w daniu odgrywa ser. Ricotta, feta, mozzarella z oliwkami i kabanosami stanowią wypełnienie conchiglioni, a całość wieńczy esencjonalny sos pomidorowy. Jeszcze tylko kilka listków bazylii - i mamy pyszny obiad!

Składniki (na 3 porcje):
15 sztuk makaronu duże muszle (conchiglioni)
150g sera ricotta
50g fety
50g mozzarelli 
kilka cienkich kabanosów
2 łyżki oliwek
2 łyżki parmezanu
500ml przecieru pomidorowego
1 cebula
2 ząbki czosnku
garść liści bazylii
sól
pieprz świeżo mielony
papryka słodka
bazylia suszona
oliwa

Makaron ugotować al dente.
Kabanosy pokroić drobno. Mozzarellę zetrzeć na dużych oczkach, wymieszać z ricottą, fetą, kabanosami i posiekanymi oliwkami. Doprawić do smaku. Masą serową napełnić muszle.
Cebulę pokroić w kostkę, czosnek posiekać, zeszklić na oliwie, dodać przecier pomidorowy, zagotować, doprawić do smaku solą, pieprzem, papryką, bazylią.
Naczynie żaroodporne posmarować oliwą, wlać sos, ułożyć makaron, posypać parmezanem.
Wstawić do nagrzanego piekarnika, zapiekać 15-20 minut w temp. 170stC.
Przed podaniem posypać świeżą bazylią.
Buon appetito!





wtorek, 10 listopada 2015

Chleb żytni z kiełkami pszenicy

 
Dawno nie było tu chlebów, mimo że piekę je kilka razy w tygodniu. Jednak najczęściej jest to nasz powszedni, zwykły-niezwykły żytni na zakwasie, urozmaicany słonecznikiem, siemieniem lnianym, makiem. Ot, nic nowego. Czasem jednak ciągnie mnie do eksperymentów. A co, gdyby dodać do chleba kiełkujące ziarna pszenicy - pomyślałam. I tak też zrobiłam. Kolejnym odstępstwem od wypracowanej metody pieczenia chleba było dokarmienie zakwasu 5 godzin przed wyrabianiem ciasta (zazwyczaj dokarmiam wieczorem, żeby przez noc mógł się uaktywnić). Dodatek mąki razowej też sprawił że chleb wyszedł inny, niż wszystkie poprzednie - ciężki, treściwy, smaczny. 
Wyhodowanie kiełków pszenicy to nic trudnego: ziarna opłukałam, wsypałam do miseczki, przykryłam je wilgotną serwetą i zostawiłam na noc, następnego dnia opłukałam je znowu, umieściłam w miseczce, przykryłam folią i zostawiłam na 24h. Po tym czasie ziarenka zaczęły kiełkować.

Składniki:
250ml zakwasu żytniego dokarmionego 5 godzin wcześniej
350g mąki żytniej typ 1400
100g mąki żytniej razowej
30g otrębów żytnich
300ml ciepłej wody
100g kiełkującej pszenicy
1 łyżeczka soli
1 łyżka miodu
olej do posmarowania formy i mąka razowa do wysypania

Mąki przesiać do miski, dodać otręby. Miód i sól rozpuścić w wodzie, wlać do mąki, dodać zakwas, wyrobić ciasto (najlepiej hakiem miksera). Wsypać pszenicę, jeszcze raz wymieszać.
Formę do chleba ( u mnie keksówka o długości 35cm) natłuścić, obsypać mąką razową, wyłożyć ciasto, wyrównać mokrą dłonią. Po wierzchu można posypać otrębami.
Formę przykryć folią, odstawić w ciepłe miejsce do wyrastania (u mnie 4h przy kaloryferze).
Piekarnik nagrzać do 240stC, tuć przed wstawieniem chleba na dno wrzucić kilka kostek lody, żeby wytworzyła się para. Piec 15 minut w temp. 240stC, następnie zmniejszyć temperature do 200 i piec jeszcze 20 minut.
Upieczony chleb wyjąć z formy, studzić na kratce przykryty ściereczką.
Udanych wypieków!


poniedziałek, 9 listopada 2015

Bruschetta z pomidorami i pieczarkami

Bruschetta - to słowo należy do tych, które trzeba nauczyć się wymawiać prawidłowo, gdyż podobnie jak gnocchi, tagliatelle i inne pięknie brzmiące słówka wywodzi się z Włoch:) U mnie z powodzeniem zastąpiła zwykłe kanapki, stając się pomysłem na lekką kolację albo przekąską imprezową. Chrupiące grzanki skropione oliwą, z pomidorami, pieczarkami, serem przypominają mini pizze, ale znacznie szybciej się je robi:)

Składniki:
kilka kromek bagietki
2 mięsiste pomidory
3 pieczarki
1 szalotka
garść oliwek
1 kulka mozzarelli 
ulubione zioła - u mnie oregano, tymianek, bazylia
oliwa

Pieczarki obrać, pokroić w plastry, odparować na suchej patelni.
Pomidory sparzyć, obrać ze skórek, pokroić w kostkę, wrzucić na patelnię, smażyć chwilę, aż nieco odparują.
Szalotkę pokroić w piórka, oliwki w krążki, mozzarellę w plastry.
Kromki bagietki podsuszyć lekko w tosterze (można ten krok pominąć), skropić oliwą, wyłożyć pomidory, pieczarki, oliwki, cebulę i ser, posypać ziołami.
Grzanki ułożyć na blasze, wstawić do piekarnika, zapiekać ok 5-8 minut w temp. 190stC (grzanie góra+dół albo grill).
Podawać od razu.
Smacznego!

sobota, 7 listopada 2015

Szarlotka tatrzańska

 


Jak to tak, że do tej pory na blogu nie było jeszcze tej szarlotki! Wśród przeróżnych jabłeczników, tart, szarlotek nie może zabraknąć tej jedynej. Przepis kiedyś daaaawno temu Kasia z Chillibite opublikowała w galerii potraw (tak, tak, przepis jest właśnie od Kasi), od tamtej pory zyskał szerokie grono wielbicieli wśród blogerów i nie tylko. Znacie pewnie ją pod nazwą "Szarlotka spod samiuśkich Tater". Wybaczcie mi filologiczne czepialstwo, ale tu lepiej pasuje forma Tatr (no chyba że mówimy po czesku, wtedy Tater jest poprawnie:) 


Wracając do szarlotki - smakuje cudownie! Jakże mogło być inaczej - duuuużo jabłek, kruche ciasto... Najlepsza jest do niej szara reneta. Ja jednak upiekłam z innymi jabłkami. Jaki to gatunek - nie mam pojęcia. Przemierzając Roztocze podczas niedawnego grzybobrania znaleźliśmy starą jabłonkę na skraju lasu. Widać, że dawno nikt o nią nie dba. Może kiedyś tu był czyjś sad, bo jabłonka jest bardzo stara (z 50 lat pewnie ma), pień prawie się rozszczepił na pół, suche gałęzie przeplatają się z młodymi. Ale jabłka na niej były i to nawet sporo. Nazbierałam trochę z myślą o wypróbowaniu. W smaku bardzo przypominają renetę, jednak nie są tak "brzydkie" - mają gładką skórkę, tu i ówdzie czerwieniące się boczki. Twarde są i na pewno nie należą do gatunków nowoczesnych. Do szarlotki idealne!
Nie obyło się bez modyfikacji tym razem - zabrakło mi krupczatki, a lecieć do sklepu nikomu się nie chciało. Sypnęłam tortowej, ciasto wyszło delikatniejsze, ale też kruche. Chyba znów na weekend upiekę, tylko jabłka muszę kupić - bez nich żadna modyfikacja nie pomoże;)

Składniki:
2,5 szklanki mąki tortowej (albo krupczatki)
200g masła
1 łyżeczka proszku do pieczenia
0,5 szklanki cukru pudru
1 jajko
2 łyżki gęstej śmietany

nadzienie:
2,5 - 3 kg jabłek (szara reneta najlepiej)
cukier do smaku (ok 2-3 łyżek - do smaku)
cynamon
cukier puder do posypania

Mąkę , proszek i cukier puder przesiać, posiekać z masłem, dodać pozostałe składniki i szybko zagnieść kruche ciasto. 2/3 ciasta wylepić dno formy (u mnie 25x35cm), resztę włożyć do zamrażarki. Formę wstawić do nagrzanego piekarnika, ciasto podpiec przez 10 minut w temp. 170stC.
Jabłka obrać, pokroić w cienkie plasterki. Na podpieczony spód delikatnie powykładać jabłka, żeby plasterki się nie połamały. Wykładałam jabłka po 1/3 części, każdą warstwę posypując cynamonem i łyżką cukru. Na jabłka zetrzeć pozostałą cześć ciasta.
Formę wstawić do piekarnika, piec ok godziny w temp. 160stC (piekłam 50 minut).
Po upieczeniu wyjąć, posypać cukrem pudrem.
Słodkiego weekendu!

p.s. moje małe internetowe dochodzenie dowodzi, że jest to reneta landsberska. Kto się zna - niech potwierdzi lub zaprzeczy.

czwartek, 5 listopada 2015

Gulasz wołowy długo pieczony z czekoladą

Jeszcze wczoraj obudziło mnie słońce, dziś musiałam skorzystać z usług budzika. I dobrze, że ten budzik w zegarku nie był taki, jak u Bonda, Jamesa Bonda w najnowszym Spectrum:)
Mam czas, nie spieszę się, więc i obiad niech się nie spieszy. Niech się długo piecze, uwalniając swój aromat, a później zachwycając smakiem.
Dostałam w prezencie tabliczkę gorzkiej czekolady. W zasadzie nie zwykłą tabliczkę, a całe półkilogramowy blok. A po drugie nie zwykłej gorzkiej, a mocnej, esencjonalnej 90-ki. Myślałam, że wreszcie moja miłość do gorzkiej doczeka się swojego apogeum i że pochłonę ją całą w kilka dni. Nie wyszło. Odłupuję po kawałeczku zaledwie, gdyż jest tak intensywna, wręcz wytrawna. Przez to nadaje się do nietypowych połączeń, jak na przykład mięsa z czekoladą.
Gulasz wołowy z pieca, długo pieczony z dodatkiem czekolady smakuje rewelacyjnie. Czekolada podkreśla smak wołowiny, nie dominując, lecz tworząc jedynie tło. Jesienne, mocne danie. Polecam!

Składniki:
500g wołowiny (karkówka, udziec)
1 cebula
3 pomidory
100ml piwa 
50g gorzkiej czekolady 70-90%

marynata:
2 łyżki sosu sojowego
1 łyżka miodu gryczanego
4 łyżki soku pomarańczowego
0,5 łyżeczki chili
świeżo mielony pieprz
1 łyżka posiekanego świeżego rozmarynu
kilka gałązek tymianku
3 łyżki oliwy

Składniki marynaty wymieszać. Mięso pokroić w duże kawałki, polać marynatą, odstawić na min. 12h, w trakcie marynowania mięso kilkakrotnie wymieszać.
W naczyniu żaroodpornym posmarowanym oliwą ułożyć pokrojoną w piórka cebulę, obrane ze skórek pokrojone w plastry pomidory. Na warzywach ułożyć mięso, polać marynatą i piwem, przykryć, piec w piekarniku w temp. 120stC przez 4 godziny.
Pod koniec pieczenia do sosu dodać posiekaną drobno czekoladę, piec jeszcze 30 minut.
Najlepiej smakuje z ryżem albo bagietką.
Smacznego!



wtorek, 3 listopada 2015

Sakiewki z gruszką i serem

To był weekend wspomnień, wyciszenia i zadumy. Nad losem naszych bliskich, którzy już odeszli i którzy wciąż pozostają w pamięci. Nad własnym życiem, które nie przestaje zaskakiwać, a przy tym jest tak kruche, że nie warto odkładać go na później. Nad życiem, które mimo trudności, jednak jest piękne...
Weekend za nami, natomiast wspomnienia towarzyszą mi codziennie. Pamiętam dobre chwile, pełne radości, miłych przeżyć. Te inne, mniej kolorowe, spycham głęboko w zakamarki przeszłości, skazując na wieczną niepamięć. Taki mój sposób na pozytywne spojrzenie na świat:)
Może w potoku tych rozmyśleń zabrzmi to zbyt banalnie, ale gotowanie dla mnie też jest jednym ze sposobów naładowania się dobrą energią. Wkładam w nie serce, ale w zamian otrzymuję znacznie więcej. To tak jak z radością, która się mnoży poprzez dzielenie:)
Już, już, wystarczy filozofowania nad garnkiem. Pora by coś zjeść. Może skusicie się na coś włoskiego? Połączenie kilku rodzajów sera i gruszki, zamknięte w makaronowej sakiewce, polane serowym sosem, z chrupiącymi listkami szałwii... Chyba nie muszę bardziej namawiać;)

Składniki (na 14 pierogów):
ciasto:
1 szklanka mąki (dałam tortową Młynomag)
1 jajko
1 łyżka oliwy
szczypta soli

nadzienie:
2 gruszki
150g sera capri
70g gorgonzoli
1 łyżka tartego parmezanu
sól
pieprz świeżo mielony

sos:
70ml mleka
70ml śmietanki 30%
50g gorgonzoli
2 łyżki tartego parmezanu
1 łyżeczka mąki
1 łyżeczka masła
garść listków szałwii
1 łyżka startego parmezanu do posypania

Mąkę przesiać z solą, wbić jajko, wyrobić ciasto, pod koniec wyrabiania wlać oliwę. Jeśli ciasto będzie bardzo twarde, można dodać łyżeczkę wody. Ciasto uwinąć folią, odłożyć na 30 minut.
Gruszki obrać, pokroić w kostkę, poddusić, żeby odparowały i były bardziej miękkie. Osączyć na papierowym ręczniku i ostudzić.
Serek capri rozgnieść, gorgonzolę zetrzeć na tarce lub pokruszyć drobno, doprawić do smaku solą i pieprzem, wymieszać z parmezanem i gruszkami.
Ciasto rozwałkować na ok 2mm, pokroić w kwadraty o boku 8cm, na każdy wyłożyć nadzienie, zlepiać brzegi, formując sakiewkę*.
W garnku zagotować wodę, wrzucać pierogi, gotować ok 2-3 minuty od wypłynięcia.
Sos: Listki szałwii usmażyć na maśle, wyjąć. Do masła wsypać mąkę, wymieszać, wlać śmietankę i mleko, dodać pokruszoną gorgonzolę i parmezan, doprawić do smaku. Gotować mieszając, aż sery się rozpuszczą i powstanie gęsty sos.
Pierogi wyjąć łyżką cedzakową na talerz, polać sosem, posypać szałwią i parmezanem.
Smacznego!

*Zamiast sakiewek można zrobić ravioli lub tortellini.

 


Drukuj