czwartek, 30 czerwca 2016

Pieczone młode ziemniaki z serem

Młode ziemniaczki z własnego ogródka już są! Ach, jak smakują! Ugotowane i posypane koperkiem, polane masłem albo pieczone w ziołach. Nie trzeba ich nawet obierać, wystarczy dobrze wyszorować. Przed chwilą wyciągnęłam z piekarnika całą blaszkę, jeszcze parują, a już tak kuszą:) Dodatkowo posypałam je startym serem wymieszanym z wędzoną papryką - paluszki lizać!

Składniki:
1 kg młodych ziemniaków (najlepiej małych)
sól
pieprz
świeże zioła: rozmaryn, oregano, tymianek
kilka ząbków czosnku
3 łyżki oliwy
150g żółtego sera (dałam Edamski MSM Mońki)
0,5 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki 
koperek

Ziemniaki dokładnie umyć i wyszorować, posolić, doprawić ziołami i pieprzem, polać oliwą i wymieszać, wyłożyć na blachę lub dużą żeliwną patelnię. Między ziemniakami włożyć ząbki czosnku (w łupinach). Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 30-35 minut - w zależności od wielkości ziemniaków, aż będą miękkie.
Ser zetrzeć na dużych oczkach lub pokroić drobno, wymieszać z papryką. Serem posypać ziemniaki, zapiekać ok 5-10 minut, aż ser się rozpuści i lekko zrumieni. Przed podaniem posypać posiekanym koperkiem.
Podawać na gorąco. Pysznie smakują z kubkiem zsiadłego mleka:)
Smacznego!
Przepis bierze udział w akcji Pokonaj szefa kuchni! organizowanej przez MSM Mońki.

wtorek, 28 czerwca 2016

Jagodowy sernik na zimno


Wybieram się dziś do lasu na jagody. Jestem ciekawa, jakie będą tegoroczne zbiory. Mam ochotę na pierogi, babeczki, ciasto jogurtowe... i wszystko z jagodami oczywiście... A jeśli coś zostanie, to i sernik na zimno będzie! Zdziwiłam się bardzo, gdy przeglądając przepisy na blogu nie odnalazłam tego sernika. Ostatnio bratowa nawet wspominała ten sernik i pytała o przepis. Cóż, gdy go wtedy robiłam, nie prowadziłam jeszcze bloga, ale teraz chętnie podzielę się przepisem. Zdjęcie też sprzed lat, jednak gdy tylko zrobię nowe, koniecznie podmienię:)
No to kto idzie ze mną na jagody?:) 

Składniki:
biszkopt:
2 jaja
3 łyżki cukru
2 łyżki mąki
1 łyżka mąki ziemniaczanej

masa serowa:
500g twarogu półtłustego (zmielonego trzykrotnie)
200ml jogurtu naturalnego (może być grecki)
200ml śmietanki 30%
50ml mleka
3/4 szklanki cukru
4 łyżeczki żelatyny (z górką)
1 szklanka jagód
1 galaretka jagodowa albo o smaku owoców leśnych

Biszkopt: żółtka oddzielić od białek, białka ubić. Żółtka utrzeć na biało z cukrem, delikatnie połączyć z białkami. Mąki wymieszać, wsypać do masy i wymieszać łyżką. Dno tortownicy (24-26cm) wyłożyć papierem, ciasto przełożyć do tortownicy, upiec w temp. 180st ok. 12 minut. Ostudzić.

Żelatynę zalać mlekiem, odstawić na kilka minut, żeby napęczniała. Cukier wsypać do sera, ubijać mikserem aż cukier się rozpuści. Stopniowo dodawać jogurt. Jagody zmiksować blenderem (garść zostawić do galaretki), wymieszać z masą serową, następnie wlać żelatynę, cały czas miksując. Śmietankę ubić na sztywno, wymieszać z masą serową. Biszkopt ułożyć w tortownicy i zapiąć obręcz. Masę serową wylać na biszkopt. Wstawić do lodówki, żeby stężała. Na wierzch sernika wyłożyć pozostałe jagody. Galaretkę rozpuścić w 300ml gorącej wody, gdy galaretka będzie zimna, zalać sernik. Ponownie wstawić do lodówki, by galaretka stężała.
Smacznego!

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Kremowy chłodnik pomidorowy na ostro


Wreszcie można oddychać, wyjść na dłuższy spacer, funkcjonować normalnie. Ale na obiad czy kolację i tak wolę lżejsze dania, które jednocześnie są bogate w smaki. Ostatnio chodzą za mną pomidory. Na balkonie już wiszą zielone kuleczki pomidorków koktajlowych, ale na polu jeszcze z miesiąc trzeba będzie poczekać na pierwsze zbiory. A głód pomidorowy narasta z każdym dniem:)
I tak oto powstała moja wariacja na temat pomidorowej w wersji letniej - kremowy chłodnik pomidorowy. Podaję go z kleksem bitej śmietanki, która łagodzi ostrość chili. Taka wersja pomidorowej jest doskonała na lato!


Składniki:
500ml passaty pomidorowej
1 czerwona papryka
1 kromka chleba tostowego
pół papryczki chili
ząbek czosnku
sól morska
szczypta oregano
świeżo mielony czarny pieprz
200ml śmietanki 30%
płatki chili do posypania
natka pietruszki lub bazylia do dekoracji

Chleb podpiec w tosterze, ostudzić, połamać na mniejsze kawałki. Paprykę umyć, usunąć gniazda nasienne, pokroić w kostkę. Czosnek posiekać. Do kielicha blendera włożyć paprykę, chili, czosnek i chleb, dolać szklankę przecieru pomidorowego, zmiksować wszystko na jednolity krem. Wymieszać z pozostałym przecierem, posolić i doprawić do smaku. 
Śmietankę ubić na sztywno.
Krem wlać do pucharków lub szklanek. Na wierzch wyłożyć ozdobny kleks bitej śmietanki, posypać płatkami chili i udekorować natką lub bazylią.
Smacznego!

sobota, 25 czerwca 2016

Sałatka z arbuza i fety


Ależ pusto dziś było w mieście po 15-tej:) Hah, ja również siedziałam przed telewizorem zaciskając kciuki. Takich emocji podczas oglądania meczu nie pamiętam, a na ćwierćfinał chyba muszę zażyć coś na uspokojenie:)))
Czym by tu uczcić awans Polaków do 1/4 finału? Czymś szybkim, lekkim ... i żeby nie stać przy piekarniku:) Wiem, sałatka! Tak, tak, kolejna sałatka, ale za to jaka pyszna!
W zeszłym roku cierpliwie układałam z niej kostkę Rubika, teraz poszłam na łatwiznę i sałatkę z arbuza i fety podałam w pucharkach. Połączenie składników na pierwszy rzut wydaje się zaskakujące, ale zapewniam, że jest pyszne!

Składniki:
500g arbuza
2 nieduże ogórki
1 czerwona cebula
100g sera feta
kilka porzeczek
garść listków mięty
1 łyżka oleju pistacjowego

Wszystkie składniki schłodzić.
Arbuz pokroić w kostkę.
Ogórki obrać, pokroić w kostkę.
Cebulę pokroić w piórka.
Ser pokroić w kostkę.
Wszystkie składniki połączyć (nie mieszać zbyt długo, żeby ser się nie pokruszył), sałatkę skropić olejem.

piątek, 24 czerwca 2016

Bułki z siemieniem lnianym


Wczoraj pisałam, że w taką pogodę nie chcę nawet myśleć o włączeniu piekarnika. A dziś proszę - świeżutkie bułeczki na śniadanie;) Są mięciutkie, puszyste, z charakterystycznym smakiem mielonego lnu. Z wędliną albo na słodko z serkiem i dżemem smakują wyśmienicie! Bardzo nam przypadły do gustu i na stole zagoszczą z pewnością jeszcze nie raz.

Przepis nieco zmodyfikowany przeze mnie pochodzi z forum cincin. 

Składniki (na 12 sztuk):
0,5 szklanki mleka
0,5 szklanki wody
1 jajko
1 łyżka miodu
1 łyżka masła
1 i 2/3 szklanki mąki pszennej (typ 650)
1 szklanka mąki pszennej pełnoziarnistej (typ 1850)
1/3 szklanki siemienia lnianego
łyżeczka soli
20g drożdży (świeżych)
2 łyżki oleju

do posmarowania: 1 jajko
do posypania: pestki, mak

Siemię lniane zmielić w młynku.
Drożdże wymieszać z ciepłym mlekiem, miodem i łyżką maki, odstawić na 15 minut, żeby zaczyn ruszył.
Jajko rozbełtać z wodą. Wsypać oba rodzaje mąki, siemię, sól i wymieszać. Dodać wyrośnięty zaczyn, wyrobić miękkie ciasto, pod koniec wyrabiania dodać masło i łyżkę oleju. Z ciasta uformować kulę, posmarować pozostałym olejem, włożyć do miski, przykryć ściereczka i odstawić w ciepłe miejsce do wyrastania (ciasto powinno co najmniej podwoić objętość).
Wyrośnięte ciasto wyłożyć na stolnicę, odgazować poprzez ponowne zagniatanie. Podzielić na 12 równych cześć. Z każdej uformować kulkę, spłaszczyć lekko i ułożyć na blasze. Bułki przykryć ściereczką i odstawić do napuszenia na ok 45 minut. Przed pieczeniem posmarować rozmąconym jajkiem, posypać ziarnami.
Piekarnik nagrzać do 200stC, na dno piekarnika wstawić naczynie z gorącą wodą*, żeby utworzyła się para. Bułki wstawić do piekarnika, piec 10 minut, zmniejszyć temperaturę do 180stC i piec jeszcze ok 7-10 minut. Upieczone bułeczki wyłożyć na kratkę, przykryć ściereczką i pozostawić do ostudzenia.
Smacznego!

*bułeczki pieczemy z parą, dzięki temu ich skórka będzie cienka. Zamiast wstawiania naczynia z wodą można po prostu spryskać piekarnik wodą kilka razy w trakcie pieczenia.



czwartek, 23 czerwca 2016

Lekka sałatka z tuńczykiem i jajkiem


Żar, skwar i upał. Nie wyobrażam sobie w taką pogodę stać przy kuchence i gotować ciężkie potrawy. Sałatka na obiad będzie w sam raz. Jest pożywna, a przy tym lekka, pełna smaków i kolorów. Niektórzy nazwaliby ją sałatką nicejską, ale wtedy musiałaby mieć jeszcze kapary, anchois, fasolkę i paprykę. Kiedyś i taką zrobię, a na razie zadowalam się prostszą wersją, która smakuje pysznie:)

Składniki:
2 małe kolorowe sałaty (albo 2 "serca" z sałaty masłowej)
2 mięsiste pomidory
1 czerwona cebula
1 puszka tuńczyka
50g oliwek
4 jajka
kilka gałązek koperku
garść liści rukoli
kilka listków bazylii

sos:
2 łyżki białego octu winnego
3 łyżki oliwy
2 łyżeczki brązowego cukru
szczypta soli
świeżo mielony pieprz
łyżka listków oregano i tymianku

do posypania: prażone pestki słonecznika

Jajka ugotować na twardo, ostudzić, obrać, pokroić w ćwiartki.
Warzywa umyć. Sałatę osuszyć, porwać na mniejsze kawałki.
Koperek posiekać.
Pomidory pokroić w ósemki, cebulę w piórka, oliwki przekroić na pół.
Tuńczyka osączyć z zalewy.
Wszystkie składniki sałatki włożyć do salaterki.
Składniki sosu wymieszać, polać sałatkę. Posypać słonecznikiem.
Smacznego!



środa, 22 czerwca 2016

Sernik na zimno z galaretką i truskawkami


Przywiozłam do Lublina słoneczko;) I wszystko wskazuje na to, że czekają nas upalne dni. W dzbanku już się chłodzi woda z cytryną, na obiad wystarczy mi lekka sałatka, a na deser sernik na zimno. W sezonie truskawkowym nie mogłam się powstrzymać i nie zrobić tego sernika. Więc póki truskawki jeszcze są, łapcie chwilę;)

Składniki:
500g twarogu półtłustego
200ml śmietanki 30%
100ml mleka
3 łyżeczki żelatyny (każda z lekką górką)
4 łyżki cukru pudru
ziarenka z laski wanilii
sok z połowy cytryny
500g truskawek
1 galaretka truskawkowa (na pół litra wody)

biszkopt:
2 jajka
2 łyżki mąki
2 łyżki cukru

Upiec biszkopt: białka ubić na pianę, wsypać cukier, dalej ubijać, dodając po jednym żółtku. Wsypać mąkę i delikatnie wymieszać łyżką. Dno tortownicy (22cm) wyłożyć papierem, wylać ciasto, wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 12 minut. Ostudzić. 
Żelatynę namoczyć w mleku.
Twaróg zmielić, zmiksować z cukrem pudrem, ziarenkami wanilii oraz sokiem z cytryny.
Śmietankę (powinna być mocno schłodzona) ubić.
Mleko z żelatyną podgrzać ciągle mieszając, żeby żelatyna się rozpuściła. Miksując twaróg cienką smużką wlać żelatynę, następnie dodać ubitą śmietankę i wymieszać.
Masę serową wylać na biszkoptowy spód, wstawić do lodówki na godzinę, żeby stężała.
Truskawki umyć, odszypułkować, pokroić i ułożyć na serniku. Galaretkę rozpuścić w 300ml gorącej wody, ostudzić, a gdy zacznie tężeć (stanie się gęsta, jak syrop, ale jeszcze będzie lejąca) wylać na truskawki. Wstawić do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na noc.
Sernik przechowywać w lodówce.
Smacznego!

poniedziałek, 20 czerwca 2016

Myszka Franciszka (z jajka)


Dzieciaki to wyjątkowi smakosze. I choć Dzień Dziecka za nami, warto nasze pociechy rozpieszczać daniami, które nie tylko pysznie smakują, ale też pięknie wyglądają.
Niech to będą proste i smaczne przekąski, zdrowe słodycze, które w dodatku kuszą niebanalnym wyglądem i kolorami.

Pozwólmy dzieciom pomóc sobie w kuchni. Te nieco starsze mogą same pokroić warzywa, młodsze chętnie ułożą ulubione składniki na kanapkach. Samochód z plasterka sera i ogórkowymi kołami, radosna buźka z szynki z oliwkowymi oczami i ketchupowym uśmiechem, kwiatek z jajka i rzodkiewki... Niejeden dorosły będzie zaskoczony pomysłami swoich pociech;)
Z jajka można też zrobić uroczą myszkę Franciszkę.

Potrzebne będzie ugotowane na twardo jajko, rzodkiewka, 3 ziarenka pieprzu lub kawałki czarnej oliwki, szczypiorek. Z pokrojonej w plasterki rzodkiewki zrobimy myszce uszy, korzonek rzodkiewki świetnie zastąpi ogonek, z pieprzu będą oczka i nosek, a ze szczypiorku zrobimy wąsy. Pozostaje tylko ułożyć myszkę na liściu sałaty lub plasterku sera - i gotowe!

niedziela, 19 czerwca 2016

Naleśnikowe szaszłyki Shreka i Fiony

Osobiście nie znam dziecka, które by nie lubiło naleśników. Ale takie kolorowe szaszłyki z owocami znikną z talerzy jeszcze szybciej. Zielone ciasto uzyskamy dodając zmiksowane na papkę młode listki szpinaku, różowy kolor daje sok z buraków. Dzieciaki będą zachwycone!

Składniki (na 8 naleśników):
150ml śmietanki 30%
150ml mleka
50ml wody gazowanej
1 szklanka mąki
3 jajka
1 łyżka cukru
2 łyżki oleju

barwniki:
2 łyżki zmiksowanych na papkę liści szpinaku baby
2-3 łyżki soku z buraka
opcjonalnie: kilka kropli olejku miętowego

nadzienie:
400g serka śmietankowego
3 łyżki cukru waniliowego
świeże truskawki
kiwi

Składniki ciasta naleśnikowego zmiksować na jednolite ciasto, podzielić na pół. Do jednej części dodać szpinak i olejek miętowy (opcjonalnie), do drugiej sok z buraka, wymieszać. Ciasto odstawić na 20 minut.
Na rozgrzaną patelnię z nieprzywierającą powłoką nalewać sporą porcję ciasta (naleśniki mają być grube), smażyć na małym ogniu z obu stron. Należy pilnować, by naleśniki nie przypiekły się zbyt mocno, inaczej stracą kolor.
Serek wymieszać z cukrem. Każdy naleśnik posmarować serkiem, zwinąć w rulonik.
Truskawki umyć, kiwi obrać, owoce pokroić w grube plasterki.
Naleśniki pokroić na 2cm kawałki, nadziać na patyczki do szaszłyków na przemian z owocami.
Smacznego!




piątek, 17 czerwca 2016

Degustacja w BelEtage

Wykwintne dania wymagają eleganckiej oprawy. Dlatego gdy zaproszono nas na degustację do restauracji BelEtage w IBB Grand Hotelu Lublinianka, wiedziałam, że będzie to wyjątkowa uczta. Razem z Edytą, Martą, Marleną, Dorotą i Małgosią punktualnie o 17-tej byłyśmy na miejscu.
Restauracja mieści się na parterze, jej wystrój to symfonia elegancji i klasyki. Stonowane barwy, śnieżnobiałe obrusy, lśniące szkło, żywe kwiaty, przyjemna muzyka. W restauracji przywitała nas specjalista ds. marketingu pani Beata Twardowska oraz kierownik restauracji pan Grzegorz Całuch. 



 















Stolik już czekał z pełnym nakryciem, a ilość sztućców sugerowała długą listę dań;) Siadamy. Na początek woda, wino, sok, a za chwilę pierwsza przystawka – rolada z kaczki z sałatką z ogórka, kawiorem z tapioki oraz grzanką. Porcja w sam raz na przystawkę. Rolada dobrze doprawiona, sałatka lekka i orzeźwiająca. Ale to tylko bardziej rozbudziło mój apetyt. 


Druga przystawka – szparagi z zasmażką z orzechów laskowych i nerkowca na oleju kokosowym. Dobrze skomponowane danie – szparagi ugotowane idealnie, a zasmażka z orzechów była chrupiąca, lekko słona, świetnie dopełniła smak szparagów.

Przyszła pora na zupę. A tu zaskoczenie – podano nam krewetki z pieczarkami i marynowanymi warzywami (marchewką, cukinią i ogórkiem). Wyczuwalny zapach curry zwiastował jakieś azjatyckie smaki. I rzeczywiście – była to „wkładka” do rozgrzewającej zupy tajskiej z mlekiem kokosowym, która została wlana do talerzy na stole. Zupa smakowała wybornie! Esencjonalna, pikantna, z nuta kokosa, curry, rozgrzewająca – prawdziwa feeria smaków. Jak dowiedziałyśmy się, ta zupa ze względu na rozgrzewające właściwości zazwyczaj jest serwowana w sezonie jesienno-zimowym, jednak na specjalne zamówienie może również zostać przygotowana poza sezonem. 



Byłam już całkiem najedzona, a przed nami jeszcze danie główne: pierś kaczki z puree jabłkowo-żurawinowym, rabarbarowym sosem z przyprawami korzennymi oraz obsmażonymi na maśle kładzionymi kluseczkami. Pierś kaczki miękka i delikatna, kluseczki smakowite, a sos świetnie dopełniał całość. Słodko-kwaśny, lekko korzenny, ale przy tym nie dominujący w potrawie. Powiem, że taki sos mogłabym wyjadać łyżką, polać nim lody lub ciasto – był po prostu pyszny! 


Miałyśmy też przyjemność poznać szefa kuchni – pana Artura Górę, który przygotował dla nas to pyszne menu, jak również dyrektora hotelu – pana Marcina Ankiersztejna, który osobiście przyszedł się dowiedzieć, czy kolacja nam smakuje. 
Zapowiadając deser dyrektor hotelu powiedział, że jest bardzo ciekawy naszej reakcji, gdyż zazwyczaj wywołuje on (deser oczywiście;) na gościach wielkie Wow! Miało być to coś prostego, ale zaskakującego. Tonęłam w domysłach: płonące owoce? smażone lody? Z tymi lodami muszę powiedzieć, że byłam blisko;)
I rzeczywiście – deser wyglądał zjawiskowo! Były to orzechowe lody zapieczone w bezie z dodatkiem skórki limonki, polane musem truskawkowym i podane z macerowanymi truskawkami w pudrze truskawkowym. Beza lekka, piankowa, przyjemnie kwaskowata, na spodzie chrupiąca, świetnie się komponowała z lodami. Całość smakowała bajecznie, zresztą wyglądała również!


 Cóż pozostaje powiedzieć - dziękuję za tak pyszną kolację!
Jeśli planujecie uroczyste przyjęcie, romantyczną kolację lub po prostu szukacie miejsca na lunch – koniecznie zajrzyjcie do Restauracji BelEtage w IBB Grand Hotel Lublinianka.

Rezerwacji stolika można dokonać też na stronie internetowej 

Restauracja BelEtage w IBB Grand Hotel Lublinianka 
ul. Krakowskie Przedmieście 56 
20-002 Lublin
tel. +48 81 44 66 263.

czwartek, 16 czerwca 2016

Nalewka z kwiatów czarnego bzu



To już naprawdę ostatni moment na zebranie kwiatów czarnego bzu i nastawienie nalewki! 
Jeśli szukacie przepisu na nalewkę - polecam ten. Jak widać na tym starszym zdjęciu, od razu po zlaniu była mętna, nieco mdła, zbyt kwiatowa, czuć było w niej pyłek. Teraz po 2 latach leżakowania nabrała szlachetności, smak dojrzał. Naleweczka ma piękny złoty kolor, pachnie obłędnie i smakuje wprost nieziemsko! 
Także koszyki w dłoń i lećcie na zbiory bzu;)

Poniżej przepis jeszcze raz.

Składniki:
50 baldachów kwiatów czarnego bzu
2 cytryny (niewoskowane)
2 limonki
70 dag cukru
0,5 l spirytusu (96%)
0,5 l wódki

Gotujemy syrop z cukru i litra wody, studzimy. Cytryny i limonki myjemy, kroimy w plasterki. Do wyparzonego wrzątkiem słoja wkładamy kwiaty (obcinając grubsze zielone łodygi), przekładamy je plasterkami cytryn i limonek, zalewamy syropem, przykrywamy płótnem i stawiamy w nasłonecznionym miejscu na 7-10 dni. Co jakiś czas sprawdzamy, czy sok nie fermentuje i mieszamy zawartość słoja drewnianą łyżką. 
Sok zlewamy do garnka przez sitko wyłożone gazą, łączymy ze spirytusem i wódką, mieszamy i dodajemy sok z limonek. Nalewkę przelewamy do  butelek, odstawiamy na 4 tygodnie. Co 3-4 dni wstrząsamy butelką. Potem odstawiamy nalewkę na 2 tygodnie, aby się sklarowała. Następnie ostrożnie zlewamy ją znad osadu, a osad przesączamy przez sitko wyłożone papierowym ręcznikiem i dodajemy do nalewki. Odstawiamy na miesiąc, aby trunek dojrzał.
(wyszło 2 litry nalewki)
Uwaga: kwiaty zalane syropem lubią fermentować, dlatego trzeba codziennie sprawdzać, wąchać i oglądać syrop.
 

środa, 15 czerwca 2016

Pesto z liści rzodkiewki i rukoli


W tym roku eksperymentalnie wrzuciłam do skrzynki na balkonie nasiona rzodkiewki. Chciałam mieć pod ręką ekologiczne liście, które mogłabym bez obaw dodać do sałatki, chłodnika, zmiksować na koktajl lub zrobić z nich pesto. Rzodkiewka wyrosła bardzo szybko, listki zrywałam już po 2 tygodniach, a chrupiące czerwone kulki po miesiącu już były bardzo duże i zostały wykorzystane do sałatki. I tak sobie myślę, że chyba znów ją posieję, żeby mieć liście na pesto. Smakuje tak świeżo, wiosennie. I choć tradycyjnie się przyjęło, że mieszamy go z makaronem, to również z mięsem lub na kanapkę pesto z liści rzodkiewki też smakuje pysznie. A jak doskonale dopełnia smak grillowanych szaszłyków lub warzyw! Wyśmienite!

Składniki:
pęczek liści rzodkiewki
pęczek rukoli
pęczek natki pietruszki
0,5 szklanki oleju rzepakowego
3 łyżki pestek słonecznika
2 łyżki tartego parmezanu
sok z połowy limonki
2 łyżeczki musztardy dijon


Pestki uprażyć na złoto na suchej patelni.
Wszystkie składniki oprócz oleju umieścić w kielichu blendera, miksować na pastę, dolewając olej cienką strużką.
Pesto przełożyć do słoika, przechowywać w lodówce.
Pysznie dopełnia smak grillowanych szaszłyków, grzanek lub warzyw.

Smacznego!





wtorek, 14 czerwca 2016

Grillowanie z Sokołowem i magazynem Kukbuk


Co może sprawić radość blogerce kulinarnej? Nowy robot, forma do tarty lub kilka innych przydatnych gadżetów? owszem... Koszyczek aromatycznych truskawek lub pęczek szparagów - jak najbardziej. Ale oczy mnie się świecą, gdy dostaję zaproszenie na warsztaty kulinarne. Traktuję to jako okazję do zdobycia nowej wiedzy, poznania ciekawych przepisów, zawarcia nowych znajomości i - jakże by inaczej - kulinarnej uczty:)
Zostałam zaproszona na warsztaty organizowane przez firmę Sokołów S.A. oraz magazyn kulturalno-kulinarny KUKBUK.  Miałam motyle w brzuchu podczas całej podróży do Warszawy, skąd busem wyruszyliśmy do pięknego Dworu Ziemiańskiego w malowniczej scenerii Woli Suchożebrskiej. Tu przywitali nas przedstawiciele firmy Sokołów oraz szef kuchni Akademii Smaku Dominik Moskalenko. W pierwszej części spotkania dowiedzieliśmy się o programie "Razem w przyszłość", który od lat prowadzą zakłady mięsne Sokołów, a także o polityce jakościowej firmy.
Kolejnym i przeze mnie szczególnie wyczekiwanym punktem spotkania były same warsztaty - czyli gotowanie, gotowanie i ... uczta:) Ale po kolei.



Tematyka warsztatów była jak najbardziej na czasie - grillowanie. Ponoć Polacy to mistrzowie tej dyscypliny:) A jakie grillowanie może się odbyć bez sprzętu? - Był też z nami przedstawiciel sklepu Top Grille, partnera firmy Weber, który pokazywał nam różne rodzaje grillów oraz opowiadał o ich możliwościach. Podczas warsztatów sama miałam okazję się przekonać, że potrawy grillowane na gazie, jak i na węglu smakują tak samo.

Każdy z uczestników wylosował sobie przepis na potrawę, którą musiał przygotować. Mnie przypadły grillowane ziemniaki z boczkiem i serem. Okazało się, że takie samo danie przygotowuje Grażyna, więc połączyłyśmy siły;)
Wszyscy mieli ręce pełne roboty. Naprzeciwko nas Anita wzięła się za krojenie warzyw, inni kroili owoce do sałatek, nadziewali szaszłyki, mieszali, siekali ucierali... Szefowie Dominik i Dariusz Łęczycki pomagali, dzieli się wiedzą i podpowiadali, którą potrawę jak lepiej doprawić i upiec.
Pierwsze dania powoli ustawiano na stole i już za chwilę wszyscy usiedliśmy do próbowania. Nie -  nazwać to degustacją, to jak nazwać Stadion Narodowy orlikiem:) To była prawdziwa uczta!

Grillowane grzanki z masłem czosnkowym, sałatka tajska, sałatka w arbuzem i fetą, żeberka z grilla, szaszłyki, salsa z grillowanej papryki, dip rzodkiewkowy, grillowane warzywa, ziemniaczki z boczkiem i serem, i mnóstwo pysznego soczystego mięsa! Tyle smaków, aromatów, kolorów!

Nie mogło zabraknąć też deseru. Wymyślone przez Dominika grillowane banany z sosem z białej czekolady rozkosznie dopełniły całość. Ale, ale - do takiego biesiadowania aż się prosi dobre wino. I muszę powiedzieć, że było w czym wybierać. W dodatku sommelier z firmy Czerwona Oliwka opowiedział nam, jak łączyć wino z potrawami z grilla i jak smaki wina i potraw uzupełniają się nawzajem.



A nie mówiłam - to była prawdziwa Qulinarna Uczta, w iście królewskim stylu!
Zresztą, zobaczcie sami:)



poniedziałek, 13 czerwca 2016

Młoda kapusta z chorizo


Wczoraj o 18-tej wyjrzałam przez okno - dwie starsze panie spacerowały sobie chodnikiem. I tyle. Żadnych samochodów, rowerzystów, a już tym bardziej męskiej połowy społeczeństwa. Nic dziwnego - ja również zasiadłam przed telewizorem:) I choć rozum nie pozwala mi się łudzić, to jednak serce mam biało-czerwone i mocno ściskam kciuki za dalsze sukcesy naszej drużyny.
A dziś będę kibicować Hiszpanii. Pamiętam co się działo na ulicach Andaluzji 4 lata temu podczas finału EURO i 2 lata temu podczas Mundialu. Ta energia, radość, duma, śpiewy, tańce... Prawdziwa furia roja!
Wróćmy jeszcze do wczorajszego meczu Polski z Irlandią. Bohaterem spotkania został Bartosz Kapustka. Młody, ale niezwykle zdolny i utalentowany. I choć planowałam opublikować dziś zupełnie inny post, to jednak nie mogłam sobie odmówić. Polska młoda kapustka  kapusta z koperkiem i hiszpańskim chorizo - mój pomysł na obiad:)

Składniki:
1 główka młodej kapusty (ok 700g)
70g chorizo
1 łyżka masła
pęczek koperku
1 nieduża cebula
sól
pieprz świeżo mielony
mała papryczka chili

Chorizo obrać ze skórki i pokroić w plasterki.
Kapustę poszatkować dość grubo. Cebulę pokroić w piórka.
Rozgrzać głęboką patelnię, wyłożyć chorizo i smażyć na małym ogniu, żeby wytopił się tłuszcz. Kiełbasę odsunąć na bok, a na patelnię dodać łyżkę masła, posiekaną papryczkę  i cebulę, smażyć aż się zeszkli. Dodać kapustę, dusić pod przykryciem ok 10 minut, mieszając od czasu do czasu. W razie potrzeby można podlać odrobiną wody lub białego wina, żeby kapusta się nie przypaliła. Pod koniec duszenia doprawić do smaku, wymieszać z posiekanym koperkiem.
Pysznie smakuje z młodymi ziemniaczkami i kleksem kwaśniej śmietany.
Smacznego!


czwartek, 9 czerwca 2016

Lemoniada z kwiatów bzu

Rozglądając się po okolicy podczas spaceru zauważyłam, że bez zaczyna przekwitać. A to oznacza, że trzeba się pospieszyć z narwaniem kwiatów na nalewkę, lemoniadę albo do dżemu truskawkowego. Co innego miałam dziś opublikować, ale skoro to już ostatni dzwonek, to podzielę się przepisem na orzeźwiającą lemoniadę z bzu. Niektórzy uważają, że jest "perfumowana", gdyż aromat kwiatów tu wysuwa się na pierwszy plan. Ale uważam, że warto - to orzeźwiający napój, który w dodatku jest całkiem naturalnie lekko gazowany. Chociaż czytałam o przypadkach, że potrafi rozsadzić butelkę, a korki zrywa niczym szampan. Z tego powodu niektórzy nazywają go szampanem z bzu:) Moja lemoniada na razie nie wybucha, ale dojrzewa spokojnie w lodówce, więc wszystko przede mną... chyba że wypiję ją szybciej, niż zdąży mocno sfermentować:)

Składniki:
10 kwiatów czarnego bzu (duże baldachy)*
2 cytryny (najlepiej ekologiczne)
1 szklanka cukru
3-4 litry przegotowanej wody

Cytryny sparzyć i dokładnie wyszorować, pokroić w plasterki.
Cukier rozpuścić w wodzie.
Z baldachów bzu nożyczkami odciąć zielone łodygi, zostawiając same kwiaty. 
Do dużego wyparzonego słoika włożyć cytryny, kwiaty bzu, zalać wodą z cukrem.
Słoik przykryć gazą i odstawić w ciepłe, słoneczne miejsce na 2-3 dni, a jego zawartość codziennie zamieszać drewnianą łyżką. Po tym czasie napój zacznie lekko fermentować, pojawi się niewielka ilość bąbelków.
Lemoniadę przecedzić przez gazę. Można ją pić od razu. A można wlać do butelek (uwaga: nie nalewamy do pełna) i wstawić do lodówki na ok 2 tygodnie, wtedy napój będzie jeszcze bardziej musujący.
Smacznego!

*Kwiaty bzu zbieramy w słoneczny dzień. Wybieramy te najbardziej rozwinięte, ale nieprzekwitłe. Mają kremowy kolor, a na pręcikach widać pyłek. Delikatnie zrywamy baldachy, nie otrzepując pyłku. Przed wykorzystaniem rozkładamy na papierowym ręczniku, żeby robaczki (jeśli jakieś są) mogły uciec:)



wtorek, 7 czerwca 2016

Placuszki z kwiatów czarnego bzu



Też tak macie, że w każdym napotkanym kwiatku lub roślince widzicie jedzenie? No dobrze, może nie dosłownie w każdym, ale w wielu. Na przykład dzika róża zachwyca mnie kolorem i zapachem, ale w głowie od razu kiełkuje myśl, że przecież konfiturę można by zrobić... Albo jak zbieram chabry, to nie tylko z myślą o bukiecie, ale przede wszystkim o ususzeniu tych delikatnych niebieskich płatków do herbaty... Wiecie, o co chodzi? Tak?? I też tak robicie? Ufff, trochę mnie ulżyło:)
Weekendowa rowerowa przejażdżka zaowocowała więc kwiatami czarnego bzu. Nie byłabym sobą, gdybym tak po prostu minęła piękny krzew, w dodatku (co najważniejsze) rosnący z dala od drogi. Pierwsza myśl: będzie z niego kolacja - placuszki z kwiatów czarnego bzu, do zrobienia których tak długo już się przymierzałam. 
Jak pomyślałam, tak zrobiłam:) A ponieważ tych kwiatów trochę narwałam, przy okazji nastawiłam lemoniadę z bzu. Pachnie obłędnie! Przepis oczywiście opublikuję w najbliższym czasie. Na dniach też przypomnę przepis na nalewkę oraz pokażę, jak wygląda po dwóch latach leżakowania. 
Wracając do placuszków - są bardzo smaczne. Mają w sobie ten delikatny aromat i najlepsze są prosto z patelni, oprószone cukrem pudrem.
Zrywając kwiaty pamiętajcie, by wybierać te najładniejsze, w pełni rozwinięte, ale nie przekwitłe - mają kremowy kolor i dużo pyłku. Kwiaty należy zerwać delikatnie, żeby ten pyłek nie obleciał. I oczywiście kwiatów nie myjemy (dlatego przed smażeniem trzeba je rozłożyć na papierze i pozwolić robaczkom uciec:)

Składniki (na 10 placuszków):
2 jajka
1 szklanka mąki
1 szklanka mleka
0,5 szklanki wody gazowanej
łyżka cukru
0,5 łyżeczki proszku do pieczenia
10 kwiatów czarnego bzu
olej do smażenia
cukier puder do posypania

Składniki ciasta miksujemy, odstawiamy na 10 minut.
Na patelni rozgrzewamy olej.
Kwiaty bzu zanurzamy w cieście, przekładamy na patelnię. Póki placuszki się smażą z jednej strony, szybko obcinamy nożyczkami łodygi i przewracamy na drugą stronę. Smażymy na złoty kolor. Osączamy z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku, przed podaniem posypujemy cukrem pudrem.
Smacznego!




poniedziałek, 6 czerwca 2016

Aromat - nr 5 lato 2016

Ten numer Aromatu pachnie owocami, ma smak lekkich letnich dań, zdrowych koktajli, kolorowych drinków, małych słodkości, regionalnych lubelskich potraw oraz dań dla dzieci. Znajdziecie tu także m.in. przydatny artykuł o żywieniu naszych czworonożnych przyjaciół i o tym, jak dobrać wino do grilla.
Jak zawsze piękne zdjęcia i apetyczne przepisy czekają na wypróbowanie:)

Zaglądajcie, czytajcie!

https://issuu.com/magazynaromat/docs/aromat_lato_2016 


piątek, 3 czerwca 2016

Migdałowe ciasto z truskawkami


Ależ ono pachniało! Obłędnie słodko, truskawkowo. Tak apetycznie i domowo. Nic dziwnego, że zniknęło błyskawicznie:) 
Truskawki zawładnęły blogami, pojawia się co raz więcej ciekawych przepisów i pomysłów na dania z nimi w roli głównej. Nie będę stanowić wyjątku i zaproponuję Wam pyszne migdałowe ciasto z truskawkami. Mięciutkie, puszyste, wilgotne... Wprost marzenie! 

Składniki:
150g mąki
80g mielonych migdałów (bez skórek)
1 kopiasta łyżeczka proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki sody oczyszczonej
2 małe jajka
125ml jogurtu greckiego lub śmietany 12%
80ml oleju rzepakowego
0,5 szklanki cukru
300g truskawek
3 łyżki płatków migdałowych do posypania


Jajka roztrzepać z cukrem, jogurtem, olejem.
Mąkę przesiać z proszkiem i sodą, wymieszać z mielonymi migdałami, wsypać do mokrych składników. Wymieszać łyżką krótko i niezbyt dokładnie.
Tortownicę 20cm wyłożyć papierem do pieczenia, wylać ciasto. Na cieście poukładać truskawki.* Posypać płatkami migdałowymi.
Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec ok 40-45 minut w temp. 170stC (termoobieg) do suchego patyczka.
Studzić najpierw w formie, a następnie przenieść na kratkę.
Przed podaniem ciasto można oprószyć cukrem pudrem.
Udanych wypieków!

* miałam duże truskawki, które przekroiłam na pół i ułożyłam na cieście przekrojoną stroną do góry. Jeśli macie małe truskawki, nie trzeba ich kroić. 


czwartek, 2 czerwca 2016

Rustykalna tarta z rabarbarem


Rabarbar powoli ustępuje miejsca truskawkom. Czasem jeszcze razem z nimi ląduje w kompocie lub w słoiczkach z dżemem. Postanowiłam wykorzystać te kwaśne łodygi i upiekłam szybką tartę. Kruche ciasto i rabarbarowe nadzienie. Tylko tyle. Bez kremu patissiere, choć taka wersja też mi bardzo smakuje, bez słodkiego waniliowego śmietankowego nadzienia, które w połączeniu z kwaśnym rabarbarem tworzy duet doskonały. 
Zatem hasło na dziś: prosto, szybko i pysznie:)

Składniki:
2/3 szklanki mąki
1/2 szklanki krupczatki
1 łyżka cukru pudru
120g masła
1 jajko
1 łyżka śmietany 18%
cukier brązowy do obsypania boków

2 szklanki pokrojonego rabarbaru
3 łyżki cukru
2 łyżki bułki tartej

Obie mąki wymieszać z cukrem pudrem, posiekać z masłem, dodać jajko, śmietanę, szybko zagnieść ciasto, uformować kulę, owinąć folią i włożyć do lodówki na godzinę.
Rabarbar wymieszać z cukrem, podgrzewać, aż puści sok, ale się nie rozpadnie. Ostudzić.
Ciasto rozwałkować na grubość ok 5mm, posypać bułką tartą i wyłożyć rabarbar, zostawiając ok 4cm brzegi. Nadzienie wyrównać, a brzegi zawinąć na nadzienie. Ciasto na brzegach posypać brązowym cukrem.
Wstawić do nagrzanego piekarnika, piec 30 minut w temp. 170stC. Po upieczeniu pozostawić na 5 minut na blasze, następnie ostrożnie przenieść na paterę. Świetnie smakuje z gałką lodów lub kleksem bitej śmietanki.
Smacznego!

środa, 1 czerwca 2016

Koktajl truskawkowy



Wreszcie są! Aromatyczne, czerwone, słodkie - truskawki prosto z pola. Wczoraj już były pierogi, ciasto z truskawkami, a dziś zmiksowałam pyszny koktajl. Prościej chyba się nie da - truskawki i mleko. Oczywiście zamiast mleka nada się jogurt, maślanka, kefir albo mleka roślinne. Kto woli słodsze, może dosłodzić syropem z agawy lub cukrem.

Na 2 porcje potrzebujemy 300ml mleka i dwie garści truskawek. Truskawki myjemy, usuwamy szypułki, wrzucamy do blendera i zalewamy mlekiem. Miksujemy na koktajl. Gotowe:)


Drukuj